"Każdy widzi swoją twórczość inaczej, ponieważ pozostawia wiele do własnej wyobraźni." Ray Baptiste

piątek, 22 grudnia 2017

Zawieszki z haftem Kadai Kamal

To nie są pierwsze takie hafty w mojej robótkowej karierze. Pierwszy był motyl na crazy patchworku z pawiami. Na zdjęciu widać, że nitki- przeplotki były słabo dociągane i haft jest zbyt luźny, ale jak na pierwszy tego typu i tak fajnie wyszedł :)
Inspiracją dla moich zawieszek był haft wykonany ściegiem Kadai Kamal z tego bloga
 http://deepashome.blogspot.com/2010/09/beaded-kamal-kadai-mini-tutorial.html.
Kto nie wie, jak się takim ściegiem haftuje, może nauczyć się z tych kursików:

 Bardzo prosty, szybki w wykonaniu i nadający się do wielu wzorów (wypełnień) ścieg.
Kolejność zdjęć jest zgodna z kolejnością powstawania zawieszek.
Biało- niebieska: na białym filcu haft niebieską, cieniowaną nicią Stokrotka (firmy Altin Basak). Środek: niebieski koralik- szklana pastylka  oraz szklane koraliki na obwodzie haftu.
 Kremowo- zielona: na kremowym filcu haf zieloną, cieniowaną nicią Stokrotka (firmy Altin Basak). Środek: koralik- pastylka z inkrustowanym motywem kwiatowym i szklane zielone koraliki na obwodzie haftu.
 Zielono- złota: na ciemnozielonym filcu haft złotą, cieniowaną nicią Stokrotka (firmy Altin Basak).
Środek: szklana, złota pastylka, złote koraliki (perełki) na obwodzie haftu. Ta jest trochę mniejsza, bo wydawało mi się, że taka będzie ładniejsza. Nic bardziej mylnego, nie jest ładniejsza, a ja ledwo  zmieściłam się ze szwem bocznym. To u góry nie jest "ugryzione"- na zdjęciu tak wyszło, ale normalnie jest równio:)
 Komplet pierwszych zawieszek
Potem zrobiłam czarno- czerwoną.
Człowiek nierozgarnięty, to sam sobie komplikuje robotę. Nić Stokrotka jest nicią niepodzielną i bardzo dobrze robiło się nią osnowę pod plecionkę Kadai Kamal. Coś mnie pokusiło, by czarno-czerwoną zawieszkę wyhaftować muliną. OK, osnowa jeszcze się jako tako haftowała, chociaż nić osnowy nie chciała się naciągać, a mocno naprężona osnowa jest warunkiem szybkiego przeplatania przez nią. Przeplatanie muliną to kompletna porażka. Igła, nawet z tępym czubkiem, wchodziła między nitki osnowy i ścieg się zadziergiwał. Po kilku przeplotkach sprułam i resztę wyhaftowałam czerwonym kordonkiem 8- poszło w miarę gładko. Następny "schodek" to mechacenie się filcu podczas przeplatania i dociskania nici. Na hafcie powstały "brudne" smugi, mimo delikatnego wycinania włosków filcu.  
Na czarnym filcu haft czerwonym kordonkiem 8, firmy Ariadna. Środek: koralik- czarna pastylka ze złotym nadrukiem, wokół haftu czerwone koraliki (perełki).
 Musiałam sobie poprawić humor  i zrobiłam jeszcze jedną zawieszkę. Tym razem przeplatałam kordonkiem Perle 5 Coloris, firmy Anchor. Bardzo dobrze, szybko się haftowało.
Na granatowym filcu haft perłówką cieniowaną. Środek: koralik- pastylka szklana, biała oraz białe koraliki (perełki) na obwodzie haftu
Dwie ostatnie razem
Wszystkie chwosty są robione z tych samych nici, co hafty, z wyjątkiem ostatniej zawieszki- chwost zrobiłam z cieniowanej nici Miss Batik, firmy Alize.


Wskazówki
- dobrze się haftuje na filcu, ale trzeba się liczyć z jego mechaceniem,
- mechacenie filcu kryją nici cieniowane lub wielokolorowe,
- najlepiej haftować kordonkiem, albo inną nicią niepodzielną,
- dobrze jest wyciąć sobie szablon z tekturki i zaznaczyć na nim równo miejsca przyszycia koralików na końcach nici osnowy- lub nitek osnowy, kiedy nie haftujemy z koralikami (motyl),
- szablon przyłożyć do materiału i zaznaczyć punkty- końce osnowy.
- na ciemnym tle zaznaczałam punkty przyszycia koralików białą kredką,
- na jasnym tle zaznaczałam punkty przyszycia koralików mazakiem samoznikającym.
- gdy chcemy  ozdobić środek koralikiem- pastylką, dobrze jest zaczynać haftowanie wszystkich elementów bliżej środka,
- do haftu należy używać igły z tępym czubkiem,
- osnowa (na końcu mocno zamocowany koralik) powinna być naprężona,
- koralik, na końcu nitki osnowy, należy usztywnić dodatkowym szwem mocującym, by nie zjeżdżał w dół nitki,
- po kilku przeplotkach, nić należy mocno dociskać (do dołu), wtedy powstaje wyraźniejszy splot.





niedziela, 17 grudnia 2017

Gwiazda, niekoniecznie świąteczna

Zrobiła mi się mimochodem. Wczoraj usiadłam z zamiarem dalszego haftowania bieżnika dla młodej. Wzięłam do ręki materiał i odłożyłam, bo nie mam melodii (na razie) do haftowania róż. A że nie potrafię nic nie robić w zakresie robótkowym, stała  się gwiazdeczka biała.

 Środek gwiazdy wyhaftowałam w kwiaty, ściegiem owijkowo- łańcuszkowym (Knotted  Lazy Dazy Stitch), uzupełnione białymi koralikami.
Następnie, na ramionach, ściegiem paprotkowym wyhaftowałam "promienie". Całość uzupełniłam błyszczącymi koralikami
Tak wyglądają końce ramion gwiazdy. Najpierw wyhaftowałam półokrąg ściegiem Pistil, potem naszyłam cekin w kształcie śnieżynki (srebrny, opalizujący), który wzmocniłam niebieskim koralikiem.
Brzeg gwiazdy obszyłam nitką moherową, co dało efekt puszystości.
Gwiazda jest z białego filcu.

niedziela, 3 grudnia 2017

Drobne igielniki (pincushion)

Miało być szybko oraz bezboleśnie, a wyszło jak zawsze. Dziubało się dosyć długo i, jak to z małymi rzeczami bywa, plątało się między palcami. Nie zniechęciłam się i na pewno zrobię tego więcej. Czy haftem w takim stylu, tego jeszcze nie wiem, ale nowe igielniki powstaną.
Te były pierwsze. Cała upierdliwość tkwi w liczeniu i utrzymaniu symetrii.
 Pierwsze wydały mi się takie bidniusie i kuse, dlatego drugie dostały chwościki
 Komplet.
Trzy kwadratowe mają boki po 6 centymetrów, prostokątny ma 7/5 centymetrów
 Haftowane na kremowej Aidzie 14ct, muliną firm Ariadna i Anchor (Coloris). Chwosty są zrobione z tureckiej perłówki Miss Batik firmy Alize.

środa, 29 listopada 2017

Renato Parolin, czyli nie ma to, jak wpuścić się w maliny.



 Najpierw obejrzałam, z zachwytem, mnóstwo haftów włoskiego projektanta Renato Parolina. Potem obejrzałam sobie schematy do tych haftów. Hmmmm…. Haft krzyżykowy, a ja jakoś do tego rodzaju haftu nie pałam miłością. No, ale one takie śliczne, takie oryginalne…. Taaaaaaaaaaa, jednak większość monochromatycznych. Nuda w haftowaniu, a z drugiej strony nie trzeba kombinować ze zamianą kolorów. Poza tym, jak się pomylisz, to nie widać. Odpuściłam sobie. Jednak gdzieś tam po łepetynie te hafty się pałętały. W kredensie sporo kanwy, kupionej, kiedy jeszcze haft krzyżykowy miał stanowić moją pasję. Nie stanowił i raczej nie chciał stanowić. A kanwa sobie leży, a te hafty w podświadomości molą i molą. Dobra, wyhaftuję sobie taki jeden obrazek i na tym skończę- postanowiłam i zabrałam się do wybierania wzoru. Piękne drzewa, zwierzaczki, krzaczki, śnieżynki, serduszka oraz kolorowe (a jednak i kolor jest) kwiaty. Przeglądam te wzory i przeglądampróbując ocenić ich trudność, a co za tym idzie, szybkość wykonania. Drzewa odpadły w przedbiegach- za dużo liczenia. Bardzo podobają mi się hafty Parolina ze zwierzem leśnym- sarnami, zającami, sowami i wiewiórami. Zwierz udomowiony też został uwzględniony przez projektanta. Są wzory z kotami, myszami, owcami i drobiem. Ful wypas, do wyboru, ile się chce. Zechciałam, zwłaszcza, że zaświtał mi pomysł na nowy kilim. No i sama się umoczyłam. Wyhaftowałam dwa segmenty. Położyłam je obok siebie- fajne, ale teraz trzeba, co najmniej, kilka jeszcze wyhaftować, by stworzyć kilim. Ma być kilim, a nie obrazki, to znaczy, ma być kilim z obrazkami.
 Ten był pierwszy. Cały haft jest trzykrotnie dłuższy. Ponieważ znalazłam w Necie tylko dwie części- prawą i lewą, a nie znalazłam środkowej (mimo mocnych poszukiwań), wyhaftowałam tę lewą. Trochę haft zmodyfikowałam. Z prawej strony dodałam ten mały krzaczek.
 Drugi do kompletu. Miał być monochromatyczne, ale postanowiłam, że hafty na kilimie będą się różnić- jedne będą monochromatyczne, inne kolorowe. Natomiast na wszystkich będą zwierzaki.
Drzewo wyhaftowałam muliną Anchor Coloris, co dało fajny efekt. Myszy są ciemnoszare, a kocury czarne. Najwięcej czasu poświęciłam na wyhaftowanie zajęcy i kotów. Paradoksalnie, bo najmniej było przy nich liczenia, ale są ogromnie tłuste i było sporo wypełniania.

Oba hafty na kremowej Aidzie 14ct, wyhaftowane muliną firmy Ariadna.
Strona internetowa Renato Parolina

poniedziałek, 27 listopada 2017

Nowe drobiazgi

Najpierw kolejne filcowe serducha, z  haftem wstążeczkowym i ozdabiane koralikami.
 Niebieskie ma już właściciela. Dwa czarne poszły do pudełka
 Nie udało się zrobić zdjęć tak, by wyraźnie ukazały różyczki.
Róże na ostatnim sercu są haftowane srebrną wstążką ( nie błyszczącą) i jasnoszarymi, nieregularnymi w kształcie koralikami
 Tu w komplecie
 I zakładki. Hafty są na taśmie aidowej. Zależało mi na ozdobnym brzegu. Środkowa zakładka jest z drukowanego filcu. Naszyłam na nią przeźroczyste koraliki i zrobiła się bardziej elegancka.

środa, 22 listopada 2017

Anemony i żuk

Poducha powstała w rekordowym tempie. Haftowałam ją tydzień- oczywiście nie na okrągło, a w każdym czasie wolnym, którego i tak strasznie mało. Nie miałam pomysłu na prezent dla siostry. Od niej dostałam pudełko z papierowej wikliny, które sama zrobiła, no to postanowiłam też coś zrobić własnoręcznie.
Tak się prezentuje cała poducha
 Na obszycie wybrałam fioletowy welur. Tył poduszki jest też z tego weluru.
 Wzór jest typowym wzorem do haftu rococo. nawet zaczęłam tak, jak powinno być- płatki kwiatka ściegiem płaskim, ale kontur zaznaczony owijką. I tu padłam. Zrobiłam dwie owijki wokół konturu jednego płatka- trwało to 15 minut (strasznie długie były do nawijania). Wziąwszy pod uwagę liczbę płatków w całym hafcie, to w takim tempie skończyłabym może na wiosnę. Sama sobie jestem winna, bo wzór powiększyłam. Potem dopiero, podczas robienia owijek, dotarło to do mnie. Zrezygnowałam z tego owijkowego brzegu, co  całości wyszło na dobre. Pręciki robiłam ściegiem Pistils, a środki pętelką francuską.
Lubię takie haftowane rococo żuki. Robi się je szybko i świetnie uzupełniają całość, a nie tworzą bałaganu.
Całość haftowana na szarym lnie z dodatkiem wiskozy, cieniowaną oraz zwykłą muliną firmy Ariadna, muliną firmy Anchor. Żuk jest haftowany muliną Coloris firmy Anchor i nicią metalizowaną DMC ( kark).
Prezent podobał się:)

wtorek, 14 listopada 2017

Raróg, albo żar-ptica, do kolekcji ptaszydeł

"Raróg jest świętym, ognistym ptakiem towarzyszącym bogowi Swarogowi lub jego zwierzęcym wcieleniem. Objawia się najczęściej pod postacią światełka latającego wysoko po nocnym niebie – frunie przed siebie by następnie zniknąć, zanurkować pod wodę lub wystrzelić wysoko ponad najwyższe chmury i zniknąć z pola widzenia. Czasami jednak staje się ognistym wirem lub słonecznym smokiem. W każdej formie towarzyszą mu światło i ciepło. Raróg przynosi szczęście wszystkim tym, którzy dostrzegą go przecinającego nocne niebo. Mitologia rosyjska dokonała pewnego przekształcenia i zaadoptowała wizerunek swarogowego ptaka jako żarptaka – ognistego pawia zsyłającego pomyślność."
 https://slowianowierstwo.wordpress.com/tag/zarptak/

Tworzę kolekcję różnych ptaków.  Po jakobińskim ptaku, który jest amatorem gruszek (pokazałam go TU), przyszedł czas na baśniowego raroga.
Zastosowałam ścieg nitkowy (haftowanie płaskim, ale wypełnianie różnymi długościami nitek), a skrzydła haftowałam Lazy Dazy (leniwa stokrotka). Kontury i środki piór ogona haftowałam pojedynczą złotą nitką. Ta sama nitka jest również na tułowiu i głowie raroga.
Haft jest oprawiony w tamborek, taki sam, w jaki oprawiłam ptaka z gruszką. I w ten sam sposób, co na tamtym hafcie, wypełniłam tło- pętelką francuską.
 Haft na szarym płótnie lnianym z dodatkiem wiskozy. Haftowałam muliną firm: Ariadna, Anchor i DMC oraz złotą nicią firmy Madeira


niedziela, 12 listopada 2017

Rangoli- haft w hinduskich klimatach





Rangoli- kolor, termin pochodzi od sanskryckiego „rangavalli”
Rangoli to rodzaj popularnej sztuki hinduskiej. Jest to dekoracja z małych elementów, która układa się najczęściej  na posadzce przed wejściem do domu, ale również w salonach, patio, na dziedzińcach.
Komponuje się ją z nietrwałych materiałów- ziaren, kwiatów, piasku, kolorowego ryżu, suchej, barwionej mąki- ma to symbolizować nietrwałość świata (maja) oraz przynosić szczęście. Technika ta charakteryzuję się proporcjonalnością i symetrią. Najczęściej dekoracje te wykonują kobiety, ale znane są również większe projekty wykonane przez wielu ludzi. To, jakie powstanie Rangoli, zależy od kreatywności osoby wykonującej je.
 Najważniejszym elementem Rangoli jest Utswdhermita. Są to pomyślne symbole, które odgrywają główną rolę w projekcie. Projekt pokoleń jest przekazywany w miarę ich tworzenia - i jest wymagany do wykonania tych symboli. Tradycyjnie każde nowe pokolenie uczy się sztuki, a zatem rodzina utrzymuje nienaruszoną tradycję. Niektóre główne symbole używane w Rangoli to kwiat lotosu, jego liście, mango, wazy, ryby, różnego rodzaju ptaki, takie jak papugi, łabędzie, pawie, postacie ludzkie i liście. Często Rangoli są robione na specjalnych okazjach, takich jak Diwali. Niektóre specjalne wzory dla Diwali Rangoli to Diya zwana także Głęboką, Ganeshą, Lakszmi, kwiatami lub ptakami Indii.
Drugim kluczowym elementem jest użycie materiałów użytych do wykonania rangoli. Użyte materiały można łatwo znaleźć wszędzie. Dlatego ta sztuka jest powszechna we wszystkich domach, bogatych lub biednych. Zwykle głównymi składnikami używanymi do rangoli są: - Pise ryżowy roztwór, suszony proszek z liści, węgiel drzewny, spalona ziemia, trociny drewniane itp.
Trzecim ważnym elementem jest tło. Rangoli używa tła z przezroczystą podłogą lub ścianą lub używa się Llype. Rangoli można zrobić na podwórku pośrodku, w rogach lub w pobliżu dzwonka. Brama Dehri to tradycja rangoli. Siedziba Boga, w zależności od lampy, miejsca kultu i ofiary na ołtarzu, jest tradycją dekorowania rangoli. Z czasem włącza się także wyobraźnię i innowacyjne pomysły w sztuce Rangoli. Gościnność i turystyka odniosły skutek, a rangoli został opracowany komercyjnie w takich miejscach jak hotele. Jego tradycyjny urok, kunszt i znaczenie wciąż pozostają.
Rangoli stanowi element świąt hinduskich, przede wszystkim święta diwali. Rangoli ma różne nazwy w poszczególnych stanach Indii.


Uznałam, że Rangoli to doskonały pomysł na kolejny kilimek. Poszukałam w Necie wzorów, skompletowałam je (w trakcie  powstawania kolejnych segmentów, modyfikowałam je i zmieniałam) i tak powstał następny projekt. 
Pierwszy segment. 
Wpuściłam się w maliny, bo chciałam mieć fajnie, elegancko- ekstra haft. Przy kolejnym kwiatku z 14 pikotek, musiałam mocno trzymać nerwy na wodzy. Postanowiłam, że następne elementy będą haftowane ściegami prostymi, bez ich wypełniania.

Wzór z łabędziami był niepełny, kwiaty nierówne i środek był inny. Musiałam też kombinować ze ściegami. Wydawało mi się, że kwiaty haftowane ściegiem nitkowym będą nieładne i wymyśliłam te pikotki. Środki kwiatów wypełnione są pętelkami francuskimi. Całość haftowana na jasnoszarym lnie z wiskozą.
Drugi segment.
Wybrała łatwiejszy wzór, by szybciej haftowanie się toczyło. Osły haftowało się bezproblemowo. Gorzej z tymi roślinkami. Żeby jakoś zaistniały, wyhaftowałam je nićmi Anchor Multicolor.
Całość haftowana na szarym lnie z dodatkiem wiskozy.
Trzeci segment.
Pawie, kolorowe pawie. Trochę złamałam konwencję, bo jest ich sześć, podczas gdy w pozostałych segmentach są cztery elementy symetrycznie ułożone. Bardzo prosty haft, ale czasochłonny.
Haftowałam na dosyć grubym, białym płótnie lnianym.
Czwarty segment
Mój ulubiony- fajne są te gazele. Kwiaty między nimi były trochę inne. Wybrałam ścieg Pistils i chyba dobrze zrobiłam. Myślę, że  kolorystyka też jest dobrze dobrana.
Haftowałam na beżowym, dosyć luźno tkanym, lnie z wiskozą.
Piąty segment.
Pawie stylizowane. Haftem (margaretkowym- Lazy Dazy) wypełniłam tylko skrzydła, a "ogony" pętelkami francuskimi. Dzięki temu ptaszyska są lekkie. Na wzorze zaznaczone były tylko pawie. Bukieciki róż dokomponowałam sama. Ze środka jestem niezadowolona- gdybym wyhaftowała go na końcu, a nie na początku, zamieściłabym tam również różyczkę.
Pawie wyhaftowane na białym płótnie lnianym, na tym samym, co pawie w drugim segmencie.
Segment szósty.

 Wzór kompletnie odjechany. Niewyraźny, z brakującymi elementami między gazelami. Jakoś uzupełniłam i poszło. Ten wzór jest chyba najbardziej "hinduski" ze wszystkich i dosyć egzotyczny.
Haftowany na szarym lnie z wiskozą.
Po wyhaftowaniu wszystkich segmentów, zaczęłam je dobierać parami. Pechowo, dwa z nich wyhaftowałam na białym tle i trudno je było wkomponować w całość. Nie pasowały do pozostałych szarości i beżów. Nie chciałam, by były obok siebie i nie chciałam też, by segmenty o podobnych tematycznie elementach, sąsiadowały ze sobą. Zestawiałam, przekładałam, mieszałam i zawsze wychodziło nie to. W końcu dobrałam je tak:
- pierwsza para
- druga para,
- trzecia para,
I całość
Jak widać, udało mi się tak dobrać segmenty, jak planowałam.
Szwy ukryłam pod haftem (ścieg gałązkowy i francuskie pętelki)- takie gałązki przypominające (przynajmniej mnie) wici pływających glonów:):):).
 Haftowałam muliną firm: Ariadna, DMC i Anchor oraz perłówką 5 Anchor Coloris
Nie obszyłam kilimka lamówką i nie zrobiłam szwu wzmacniającego przy brzegach, bo nie chciałam przeszyciami psuć tych gałązek. Kilimek jest podszyty szarą lnianą tkaniną. Każdy segment ma wymiary, mniej więcej, 23/20cm (środkowe dwa są trochę szersze). Cały kilimek ma wymiary 47/63 cm i można go powiesić poziomo lub pionowo.

Uwagi
Wzorów Rangoli znalazłam dużo, ale większość była "zwichrowana"- obrazki położone na płaszczyźnie i sfotografowane. Wzory, które znalazłam, to nie są wzory do haftu, a do układania klasycznego Rangoli z różnych elementów organicznych.
W wielu brakowało elementów, ale wiele było bardzo ładnych, kompletnych, jednak trudnych do wyhaftowania. Wybrałam- oczywiście, po wyhaftowaniu, przyszła refleksja, że mogłam wybrać inne.
Z tych samych powodów moje hafty nie są doskonale symetryczne i równe, ale nie o to mi głównie chodziło. Chciałam zrobić kilimek z oryginalnych haftów, innych, o interesującym pochodzeniu.

Nie haftować na siłę na białej tkaninie, jak się tego nie lubi. Unikam haftów na białych tkaninach. Przy tych wydawało mi się, że na białym tle, kolorowe pawie będą ładniejsze. Wcale tak nie musiało być, a te białe dwa segmenty jednak mnie rażą.
W sumie jestem zadowolona. Jest coś nowego, oryginalnego i dowiedziałam się, przy okazji, wielu interesujących rzeczy o Rangoli oraz hinduskich zwyczajach.










niedziela, 22 października 2017

Zakupy (nie zawsze udane)



Kiedyś haftowałam bez tamborka. Potem spostrzegłam, że haftowanie krzyżyków bez tamborka jest dosyć uciążliwe. Zwłaszcza, że miałam miękkie kanwy. Parę lat temu kupiłam ramy do haftowania, takie plastikowe. I one w miarę sprawdzają się. 

Coś takiego. Do jednej montuje się drugą (pod kątem), która jest podstawą i rama stoi samodzielnie, nie trzeba jej trzymać w ręku.
 Ramy te są dosyć duże i kiedy haftuję, podstawa zajmuje dużo miejsca na stole, a na biurku nie mieści się wcale (a przy nim najczęściej haftuję). W dodatku są one przeznaczone do mocowania większych kawałków. No to kupiłam tamborki różnych rozmiarów i na nich teraz haftuję. Opieram brzeg tamborka o brzeg biurka i w ten sposób mam tamborek stabilny. Od niedawna zaczęłam haftować ściegami rococo. Akurat te ściegi wymagają wolnych dwóch rąk. Nie ma mowy o przytrzymywaniu tamborka, bo lewa ręka jest potrzebna np. do trzymania igły przy nawijkach. Oczywiście, że można sobie poradzić, przychwytując równocześnie tamborek oraz igłę, ale spowalnia to haftowanie i jest „karkołomne”. Trzeba lewą ręką trzymać równo igłę, wbitą w materiał, prawą ręką nawijać nić, a kantem lewej dłoni przytrzymywać tamborek tak, by się nie ześliznął z biurka. Jakąś wprawę już mam. Zachciało mi się jednak pracy wygodniejszej i sprawniejszej. Zaczęłam się rozglądać za uchwytem do tamborka. Za takim „imadłem”, co to umieszczę w nim tamborek i będę miała obie ręce wolne. Podczas szukania sklepu internetowego z akcesoriami do haftu, znalazłam kilka blogów, na których panie opisują właśnie takie różne uchwyty czy stojaki z uchwytami. Opisują dokładnie „za” i „przeciw” dla każdego z nich. Przeczytałam raz, przeczytałam drugi raz i w końcu zdecydowałam się kupić uchwyt przykręcany do stołu. Stojak odpadał, bo mam mało miejsca na postawienie go w kącie, gdzie haftuję, a poza tym  musiałabym jakieś dodatkowe światło montować. Dużą rolę odgrywała też cena. Taki przykręcany do stołu uchwyt kosztuje przeciętnie 80 złotych, stojaki i ramy już ponad 100 złotych. 
Kupiłam coś takiego
Można regulować wysokość tamborka (maksymalnie 30 centymetrów), oraz pochylić tamborek pod rożnym kątem (góra, dół) oraz odpowiednio można nim obracać na boki, w zależności, czy mamy uchwyt z prawej strony, czy z lewej strony, do blatu przymocowany.  Na przykład, ja mam krzesło na wprost monitora i musiałabym uchwyt też na wprost przymocować, ale wtedy nie mam dostępu do klawiatury. Przymocowałam uchwyt z lewej strony blatu i przekręciłam tamborek w prawą stronę. I pod tym względem uchwyt jest OK.
Ale przedtem nakombinowałam się, jak ten uchwyt zmontować. Niby proste, a jednak kłopotu przysporzyły mi „łapki”, które trzymają tamborek. Za żadne skarby tamborek nie chciał stać w nich  sztywno. Dogrzebałam się na którymś blogu, w komentarzach, informacji, że trzeba włożyć między „łapki” i tamborek kawałek szmatki (brzeg tamborka zrobi się grubszy) i to usztywni zamocowany tamborek. Zrobiłam. Rzeczywiście, tamborek „znieruchomiał”.
Można było haftować bez obawy, że nagle wywinie woltę. Następny problem, to nadmiar materiału po bokach tamborka. To trzeba spinać agrafką (ja tak zrobiłam) lub ekstra spinaczami (tak robią panie zaawansowane w hafcie).

Cała happy, bo tamborek zamontowany na uchwycie, zabrałam się do haftowania i okazało się, że coś nie gra. Kiedy robiłam motyw z nawijkami „na wprost” (kierunek góra- dół tamborka), szło bardzo dobrze. Jednak, kiedy trzeba było zrobić motywy „boczne (od prawej do lewej lub na odwrót) musiałbym się cała wykrzywić. Cała rzecz polega na tym, że przy hafcie płaskim albo rococo, trzeba tamborkiem kręcić. Musiałam się upewnić, czy aby ja czegoś nie umiem, czy nie rozumiem, albo trzeba podpatrzeć technikę haftowania na tamborku w uchwycie. Włączyłam filmiki na YT. Ani jedna hafciarka nie haftowała na tamborku, zamieszczonym w uchwycie. I wtedy do mnie dotarło to, że wszystkie blogi, na których czytałam informacje, dotyczące tych uchwytów, to blogi pań, które haftują krzyżykiem. A do haftowania krzyżykiem wystarczy raz umieszczony tamborek, bo wzór haftuje się niejako „na wprost” ( chyba wiecie, o co mi chodzi).
Tamborek przymocowany do stołu na tarasie. Haftowałam pętelki francuskie, przy których nie trzeba tamborkiem obracać. Bardzo szybko się haftowało. Ale płatki trzeba haftować "okręcając' tamborkiem. Przynajmniej ja nie potrafię inaczej.
No i co teraz? Kupiłam, wykosztowałam się i ZONK. Owszem, można haftować, przepinając co jakiś czas tamborek, odpowiednio do „kierunku” haftowania. Tylko jak długo wytrzymają te wszystkie „motylki” z gwintem i gwint w otworach elementów stałych, przecież to wszystko jest drewniane. Na razie próbuję nie wściekać się na samą siebie i szukać zalet zakupu. 
Na pewno uchwyt jest bardzo przydatny podczas haftowania krzyżykiem. Tylko, że ja akurat krzyżykiem mało haftuję. 
Liczę, że może ktoś z czytelników coś mi doradzi. 
Kupiłam też nici z metalizowaną nitką, firmy Yarn Art.
 Sprawdziłam, jakie ściegi można tymi nićmi haftować. Owijki robią się ciężko i w dodatku nić się naciąga. Pętelki w normie, pozostałe ściegi typu łańcuszek, sznureczek robi się łatwo. Trzeba się liczyć z tym, że metalizowana nitka czasem trudniej się przeciąga (zahacza się o materiał). Wtedy trzeba delikatnie szarpnąć. Nici ładnie się układają w hafcie nitkowym i pewnie nie będzie problemów podczas robienia pikotek, czy innych ściegów "dzierganych".
I jeszcze jeden zakup
 Te nici kupiłam na wyprzedaży. Zawsze, kiedy robię zakupy w sklepach internetowych, patrzę, co można okazyjnie kupić. Na przykład te wielokolorowe kupiłam za 5 złotych, a te czarne ze złotą nitką za 7 złotych (normalnie są one w cenie powyżej 10 złotych). Srebrne i różowe też były w podobnych cenach. Wszystkie są metalizowane. Z różowych zrobiłam serduszko, które pokazałam w poprzednim poście.


poniedziałek, 2 października 2017

Grunt to się nie poddać- kolejne serduszka (heart's, coeur, Herz,cuore)

Serduszek ciąg dalszy.
Na białym filcu, zrobiłam najpierw szeroki brzeg serduszka ściegiem pętelkowym, perłówką  5tką Coloris. Potem naszyłam element biżuteryjny i ozdobiłam go ściegiem Pistil. Została mi pusta przestrzeń. Trochę kombinowałam, bo żaden haft do tego metalowego elementu już nie pasował. Naszyłam biżuteryjne nakładki, które ozdobiłam perełkami. Na koniec przykleiłam na dużym elemencie czerwony koralik. Sznureczek jest zrobiony szydełkiem z tej samej nici, którą haftowałam pętelki na obwodzie.
Elementy biżuteryjne i koraliki przyszywam przezroczystą nicią monofilową. Zabezpieczam ją podwójnie z lewej strony. Mam wtedy gwarancję, że żaden koralik nie "zwiśnie" luźno, kiedy nić się naciągnie. Tył serduszka jest z białego filcu. Całe serce jest lekko wypełnione.
Drugie serduszko jest dalszym ciągiem haftu pętelkami. Tym razem zapełniłam całe tło serduszka (biały filc) pętelkami, haftowanymi metalizowaną perłówką 5tką, egipskiej firmy Altin Basak.
Połyskująca srebrem nitka sprawia wrażenie, że na pętelki naszyłam koraliki. Pętelkami wyhaftowane są obie strony. Serce jest płaskie. Sznureczek zrobiony na szydełku, z tej samej nici. Dół ozdobiłam zawieszką z koralików.
Trzecie serduszko jest chyba najmniej udane. Trochę pretensjonalne z tym napisem, ale co tam... zrobiłam i jest.

Krzyżykami (o zgrozo, znowu się skusiłam), na jakiejś luźnej kanwie, wyhaftowałam wzór znaleziony w Necie. To miało być małe, a kanwa wymusiła coś większego. Tył podszyłam błękitną korą i tu miałam niezłą "zabawę", bo zrobiłam sobie w złym miejscu otwór, przez który wpychałam potem wypełnienie. Zamiast na prostym boku, to zrobiłam go na zaokrągleniu. No i jak tu teraz po wypełnieniu oraz zszyciu całości, zaszyć (ręcznie, by nie było widać szwu) ten otwór tak, żeby wyszło to zaokrąglenie "krągłe", a nie kanciaste?
W końcu jakoś udało się, ale zrobiłam następny błąd- za słabo wypełniłam. Zaczęło się fałdować, a boczny szew tworzył góry, doliny oraz załamania. Czym ten szew zamaskować? Wstążka odpadła w przedbiegach. Marszczona tasiemka również. Nie pasował ozdobny sznureczek i koronka. To musiało zgrać się ze stylem haftu. No i kolorystycznie też to musiało zagrać. Metodą prób, przykładając różne tasiemki, sznureczki itp., doszłam do wniosku, że chyba zrobię na szydełku łańcuszek z kordonka i go przyszyję. Ale nawet kordonek 5tka, był za wąski. Pozostała wełna. I tak w końcu zamaskowałam tę szyciową hańbę łańcuszkiem z niebieskiej włóczki. I, by zachować proporcje, zrobiłam ozdobny chwost oraz zawieszkę z tej samej wełny. Środek haftu, który wydawał mi się niedopracowany, wypełniłam koralikami.
Materiały:
- biała, chyba 12ct, kanwa;
- niebieska kora;
- włóczka średniej grubości;
- mulina Ariadna;
- mulina Coloris Anchor;
- koraliki
Po raz kolejny oporna materia próbowała ze mną wygrać, ale nie dałam się i muszę powiedzieć, że nieźle się bawiłam. Za każdym razem, kiedy chciałam robótką trzepnąć w kąt, warczałam- o nie, nie dam się, i tak to wymyślę, i tak to dokończę. A co!