środa, 22 listopada 2017

Anemony i żuk

Poducha powstała w rekordowym tempie. Haftowałam ją tydzień- oczywiście nie na okrągło, a w każdym czasie wolnym, którego i tak strasznie mało. Nie miałam pomysłu na prezent dla siostry. Od niej dostałam pudełko z papierowej wikliny, które sama zrobiła, no to postanowiłam też coś zrobić własnoręcznie.
Tak się prezentuje cała poducha
 Na obszycie wybrałam fioletowy welur. Tył poduszki jest też z tego weluru.
 Wzór jest typowym wzorem do haftu rococo. nawet zaczęłam tak, jak powinno być- płatki kwiatka ściegiem płaskim, ale kontur zaznaczony owijką. I tu padłam. Zrobiłam dwie owijki wokół konturu jednego płatka- trwało to 15 minut (strasznie długie były do nawijania). Wziąwszy pod uwagę liczbę płatków w całym hafcie, to w takim tempie skończyłabym może na wiosnę. Sama sobie jestem winna, bo wzór powiększyłam. Potem dopiero, podczas robienia owijek, dotarło to do mnie. Zrezygnowałam z tego owijkowego brzegu, co  całości wyszło na dobre. Pręciki robiłam ściegiem Pistils, a środki pętelką francuską.
Lubię takie haftowane rococo żuki. Robi się je szybko i świetnie uzupełniają całość, a nie tworzą bałaganu.
Całość haftowana na szarym lnie z dodatkiem wiskozy, cieniowaną oraz zwykłą muliną firmy Ariadna, muliną firmy Anchor. Żuk jest haftowany muliną Coloris firmy Anchor i nicią metalizowaną DMC ( kark).
Prezent podobał się:)

wtorek, 14 listopada 2017

Raróg, albo żar-ptica, do kolekcji ptaszydeł

"Raróg jest świętym, ognistym ptakiem towarzyszącym bogowi Swarogowi lub jego zwierzęcym wcieleniem. Objawia się najczęściej pod postacią światełka latającego wysoko po nocnym niebie – frunie przed siebie by następnie zniknąć, zanurkować pod wodę lub wystrzelić wysoko ponad najwyższe chmury i zniknąć z pola widzenia. Czasami jednak staje się ognistym wirem lub słonecznym smokiem. W każdej formie towarzyszą mu światło i ciepło. Raróg przynosi szczęście wszystkim tym, którzy dostrzegą go przecinającego nocne niebo. Mitologia rosyjska dokonała pewnego przekształcenia i zaadoptowała wizerunek swarogowego ptaka jako żarptaka – ognistego pawia zsyłającego pomyślność."
 https://slowianowierstwo.wordpress.com/tag/zarptak/

Tworzę kolekcję różnych ptaków.  Po jakobińskim ptaku, który jest amatorem gruszek (pokazałam go TU), przyszedł czas na baśniowego raroga.
Zastosowałam ścieg nitkowy (haftowanie płaskim, ale wypełnianie różnymi długościami nitek), a skrzydła haftowałam Lazy Dazy (leniwa stokrotka). Kontury i środki piór ogona haftowałam pojedynczą złotą nitką. Ta sama nitka jest również na tułowiu i głowie raroga.
Haft jest oprawiony w tamborek, taki sam, w jaki oprawiłam ptaka z gruszką. I w ten sam sposób, co na tamtym hafcie, wypełniłam tło- pętelką francuską.
 Haft na szarym płótnie lnianym z dodatkiem wiskozy. Haftowałam muliną firm: Ariadna, Anchor i DMC oraz złotą nicią firmy Madeira


niedziela, 12 listopada 2017

Rangoli- haft w hinduskich klimatach





Rangoli- kolor, termin pochodzi od sanskryckiego „rangavalli”
Rangoli to rodzaj popularnej sztuki hinduskiej. Jest to dekoracja z małych elementów, która układa się najczęściej  na posadzce przed wejściem do domu, ale również w salonach, patio, na dziedzińcach.
Komponuje się ją z nietrwałych materiałów- ziaren, kwiatów, piasku, kolorowego ryżu, suchej, barwionej mąki- ma to symbolizować nietrwałość świata (maja) oraz przynosić szczęście. Technika ta charakteryzuję się proporcjonalnością i symetrią. Najczęściej dekoracje te wykonują kobiety, ale znane są również większe projekty wykonane przez wielu ludzi. To, jakie powstanie Rangoli, zależy od kreatywności osoby wykonującej je.
 Najważniejszym elementem Rangoli jest Utswdhermita. Są to pomyślne symbole, które odgrywają główną rolę w projekcie. Projekt pokoleń jest przekazywany w miarę ich tworzenia - i jest wymagany do wykonania tych symboli. Tradycyjnie każde nowe pokolenie uczy się sztuki, a zatem rodzina utrzymuje nienaruszoną tradycję. Niektóre główne symbole używane w Rangoli to kwiat lotosu, jego liście, mango, wazy, ryby, różnego rodzaju ptaki, takie jak papugi, łabędzie, pawie, postacie ludzkie i liście. Często Rangoli są robione na specjalnych okazjach, takich jak Diwali. Niektóre specjalne wzory dla Diwali Rangoli to Diya zwana także Głęboką, Ganeshą, Lakszmi, kwiatami lub ptakami Indii.
Drugim kluczowym elementem jest użycie materiałów użytych do wykonania rangoli. Użyte materiały można łatwo znaleźć wszędzie. Dlatego ta sztuka jest powszechna we wszystkich domach, bogatych lub biednych. Zwykle głównymi składnikami używanymi do rangoli są: - Pise ryżowy roztwór, suszony proszek z liści, węgiel drzewny, spalona ziemia, trociny drewniane itp.
Trzecim ważnym elementem jest tło. Rangoli używa tła z przezroczystą podłogą lub ścianą lub używa się Llype. Rangoli można zrobić na podwórku pośrodku, w rogach lub w pobliżu dzwonka. Brama Dehri to tradycja rangoli. Siedziba Boga, w zależności od lampy, miejsca kultu i ofiary na ołtarzu, jest tradycją dekorowania rangoli. Z czasem włącza się także wyobraźnię i innowacyjne pomysły w sztuce Rangoli. Gościnność i turystyka odniosły skutek, a rangoli został opracowany komercyjnie w takich miejscach jak hotele. Jego tradycyjny urok, kunszt i znaczenie wciąż pozostają.
Rangoli stanowi element świąt hinduskich, przede wszystkim święta diwali. Rangoli ma różne nazwy w poszczególnych stanach Indii.


Uznałam, że Rangoli to doskonały pomysł na kolejny kilimek. Poszukałam w Necie wzorów, skompletowałam je (w trakcie  powstawania kolejnych segmentów, modyfikowałam je i zmieniałam) i tak powstał następny projekt. 
Pierwszy segment. 
Wpuściłam się w maliny, bo chciałam mieć fajnie, elegancko- ekstra haft. Przy kolejnym kwiatku z 14 pikotek, musiałam mocno trzymać nerwy na wodzy. Postanowiłam, że następne elementy będą haftowane ściegami prostymi, bez ich wypełniania.

Wzór z łabędziami był niepełny, kwiaty nierówne i środek był inny. Musiałam też kombinować ze ściegami. Wydawało mi się, że kwiaty haftowane ściegiem nitkowym będą nieładne i wymyśliłam te pikotki. Środki kwiatów wypełnione są pętelkami francuskimi. Całość haftowana na jasnoszarym lnie z wiskozą.
Drugi segment.
Wybrała łatwiejszy wzór, by szybciej haftowanie się toczyło. Osły haftowało się bezproblemowo. Gorzej z tymi roślinkami. Żeby jakoś zaistniały, wyhaftowałam je nićmi Anchor Multicolor.
Całość haftowana na szarym lnie z dodatkiem wiskozy.
Trzeci segment.
Pawie, kolorowe pawie. Trochę złamałam konwencję, bo jest ich sześć, podczas gdy w pozostałych segmentach są cztery elementy symetrycznie ułożone. Bardzo prosty haft, ale czasochłonny.
Haftowałam na dosyć grubym, białym płótnie lnianym.
Czwarty segment
Mój ulubiony- fajne są te gazele. Kwiaty między nimi były trochę inne. Wybrałam ścieg Pistils i chyba dobrze zrobiłam. Myślę, że  kolorystyka też jest dobrze dobrana.
Haftowałam na beżowym, dosyć luźno tkanym, lnie z wiskozą.
Piąty segment.
Pawie stylizowane. Haftem (margaretkowym- Lazy Dazy) wypełniłam tylko skrzydła, a "ogony" pętelkami francuskimi. Dzięki temu ptaszyska są lekkie. Na wzorze zaznaczone były tylko pawie. Bukieciki róż dokomponowałam sama. Ze środka jestem niezadowolona- gdybym wyhaftowała go na końcu, a nie na początku, zamieściłabym tam również różyczkę.
Pawie wyhaftowane na białym płótnie lnianym, na tym samym, co pawie w drugim segmencie.
Segment szósty.

 Wzór kompletnie odjechany. Niewyraźny, z brakującymi elementami między gazelami. Jakoś uzupełniłam i poszło. Ten wzór jest chyba najbardziej "hinduski" ze wszystkich i dosyć egzotyczny.
Haftowany na szarym lnie z wiskozą.
Po wyhaftowaniu wszystkich segmentów, zaczęłam je dobierać parami. Pechowo, dwa z nich wyhaftowałam na białym tle i trudno je było wkomponować w całość. Nie pasowały do pozostałych szarości i beżów. Nie chciałam, by były obok siebie i nie chciałam też, by segmenty o podobnych tematycznie elementach, sąsiadowały ze sobą. Zestawiałam, przekładałam, mieszałam i zawsze wychodziło nie to. W końcu dobrałam je tak:
- pierwsza para
- druga para,
- trzecia para,
I całość
Jak widać, udało mi się tak dobrać segmenty, jak planowałam.
Szwy ukryłam pod haftem (ścieg gałązkowy i francuskie pętelki)- takie gałązki przypominające (przynajmniej mnie) wici pływających glonów:):):).
 Haftowałam muliną firm: Ariadna, DMC i Anchor oraz perłówką 5 Anchor Coloris
Nie obszyłam kilimka lamówką i nie zrobiłam szwu wzmacniającego przy brzegach, bo nie chciałam przeszyciami psuć tych gałązek. Kilimek jest podszyty szarą lnianą tkaniną. Każdy segment ma wymiary, mniej więcej, 23/20cm (środkowe dwa są trochę szersze). Cały kilimek ma wymiary 47/63 cm i można go powiesić poziomo lub pionowo.

Uwagi
Wzorów Rangoli znalazłam dużo, ale większość była "zwichrowana"- obrazki położone na płaszczyźnie i sfotografowane. Wzory, które znalazłam, to nie są wzory do haftu, a do układania klasycznego Rangoli z różnych elementów organicznych.
W wielu brakowało elementów, ale wiele było bardzo ładnych, kompletnych, jednak trudnych do wyhaftowania. Wybrałam- oczywiście, po wyhaftowaniu, przyszła refleksja, że mogłam wybrać inne.
Z tych samych powodów moje hafty nie są doskonale symetryczne i równe, ale nie o to mi głównie chodziło. Chciałam zrobić kilimek z oryginalnych haftów, innych, o interesującym pochodzeniu.

Nie haftować na siłę na białej tkaninie, jak się tego nie lubi. Unikam haftów na białych tkaninach. Przy tych wydawało mi się, że na białym tle, kolorowe pawie będą ładniejsze. Wcale tak nie musiało być, a te białe dwa segmenty jednak mnie rażą.
W sumie jestem zadowolona. Jest coś nowego, oryginalnego i dowiedziałam się, przy okazji, wielu interesujących rzeczy o Rangoli oraz hinduskich zwyczajach.










niedziela, 22 października 2017

Zakupy (nie zawsze udane)



Kiedyś haftowałam bez tamborka. Potem spostrzegłam, że haftowanie krzyżyków bez tamborka jest dosyć uciążliwe. Zwłaszcza, że miałam miękkie kanwy. Parę lat temu kupiłam ramy do haftowania, takie plastikowe. I one w miarę sprawdzają się. 

Coś takiego. Do jednej montuje się drugą (pod kątem), która jest podstawą i rama stoi samodzielnie, nie trzeba jej trzymać w ręku.
 Ramy te są dosyć duże i kiedy haftuję, podstawa zajmuje dużo miejsca na stole, a na biurku nie mieści się wcale (a przy nim najczęściej haftuję). W dodatku są one przeznaczone do mocowania większych kawałków. No to kupiłam tamborki różnych rozmiarów i na nich teraz haftuję. Opieram brzeg tamborka o brzeg biurka i w ten sposób mam tamborek stabilny. Od niedawna zaczęłam haftować ściegami rococo. Akurat te ściegi wymagają wolnych dwóch rąk. Nie ma mowy o przytrzymywaniu tamborka, bo lewa ręka jest potrzebna np. do trzymania igły przy nawijkach. Oczywiście, że można sobie poradzić, przychwytując równocześnie tamborek oraz igłę, ale spowalnia to haftowanie i jest „karkołomne”. Trzeba lewą ręką trzymać równo igłę, wbitą w materiał, prawą ręką nawijać nić, a kantem lewej dłoni przytrzymywać tamborek tak, by się nie ześliznął z biurka. Jakąś wprawę już mam. Zachciało mi się jednak pracy wygodniejszej i sprawniejszej. Zaczęłam się rozglądać za uchwytem do tamborka. Za takim „imadłem”, co to umieszczę w nim tamborek i będę miała obie ręce wolne. Podczas szukania sklepu internetowego z akcesoriami do haftu, znalazłam kilka blogów, na których panie opisują właśnie takie różne uchwyty czy stojaki z uchwytami. Opisują dokładnie „za” i „przeciw” dla każdego z nich. Przeczytałam raz, przeczytałam drugi raz i w końcu zdecydowałam się kupić uchwyt przykręcany do stołu. Stojak odpadał, bo mam mało miejsca na postawienie go w kącie, gdzie haftuję, a poza tym  musiałabym jakieś dodatkowe światło montować. Dużą rolę odgrywała też cena. Taki przykręcany do stołu uchwyt kosztuje przeciętnie 80 złotych, stojaki i ramy już ponad 100 złotych. 
Kupiłam coś takiego
Można regulować wysokość tamborka (maksymalnie 30 centymetrów), oraz pochylić tamborek pod rożnym kątem (góra, dół) oraz odpowiednio można nim obracać na boki, w zależności, czy mamy uchwyt z prawej strony, czy z lewej strony, do blatu przymocowany.  Na przykład, ja mam krzesło na wprost monitora i musiałabym uchwyt też na wprost przymocować, ale wtedy nie mam dostępu do klawiatury. Przymocowałam uchwyt z lewej strony blatu i przekręciłam tamborek w prawą stronę. I pod tym względem uchwyt jest OK.
Ale przedtem nakombinowałam się, jak ten uchwyt zmontować. Niby proste, a jednak kłopotu przysporzyły mi „łapki”, które trzymają tamborek. Za żadne skarby tamborek nie chciał stać w nich  sztywno. Dogrzebałam się na którymś blogu, w komentarzach, informacji, że trzeba włożyć między „łapki” i tamborek kawałek szmatki (brzeg tamborka zrobi się grubszy) i to usztywni zamocowany tamborek. Zrobiłam. Rzeczywiście, tamborek „znieruchomiał”.
Można było haftować bez obawy, że nagle wywinie woltę. Następny problem, to nadmiar materiału po bokach tamborka. To trzeba spinać agrafką (ja tak zrobiłam) lub ekstra spinaczami (tak robią panie zaawansowane w hafcie).

Cała happy, bo tamborek zamontowany na uchwycie, zabrałam się do haftowania i okazało się, że coś nie gra. Kiedy robiłam motyw z nawijkami „na wprost” (kierunek góra- dół tamborka), szło bardzo dobrze. Jednak, kiedy trzeba było zrobić motywy „boczne (od prawej do lewej lub na odwrót) musiałbym się cała wykrzywić. Cała rzecz polega na tym, że przy hafcie płaskim albo rococo, trzeba tamborkiem kręcić. Musiałam się upewnić, czy aby ja czegoś nie umiem, czy nie rozumiem, albo trzeba podpatrzeć technikę haftowania na tamborku w uchwycie. Włączyłam filmiki na YT. Ani jedna hafciarka nie haftowała na tamborku, zamieszczonym w uchwycie. I wtedy do mnie dotarło to, że wszystkie blogi, na których czytałam informacje, dotyczące tych uchwytów, to blogi pań, które haftują krzyżykiem. A do haftowania krzyżykiem wystarczy raz umieszczony tamborek, bo wzór haftuje się niejako „na wprost” ( chyba wiecie, o co mi chodzi).
Tamborek przymocowany do stołu na tarasie. Haftowałam pętelki francuskie, przy których nie trzeba tamborkiem obracać. Bardzo szybko się haftowało. Ale płatki trzeba haftować "okręcając' tamborkiem. Przynajmniej ja nie potrafię inaczej.
No i co teraz? Kupiłam, wykosztowałam się i ZONK. Owszem, można haftować, przepinając co jakiś czas tamborek, odpowiednio do „kierunku” haftowania. Tylko jak długo wytrzymają te wszystkie „motylki” z gwintem i gwint w otworach elementów stałych, przecież to wszystko jest drewniane. Na razie próbuję nie wściekać się na samą siebie i szukać zalet zakupu. 
Na pewno uchwyt jest bardzo przydatny podczas haftowania krzyżykiem. Tylko, że ja akurat krzyżykiem mało haftuję. 
Liczę, że może ktoś z czytelników coś mi doradzi. 
Kupiłam też nici z metalizowaną nitką, firmy Yarn Art.
 Sprawdziłam, jakie ściegi można tymi nićmi haftować. Owijki robią się ciężko i w dodatku nić się naciąga. Pętelki w normie, pozostałe ściegi typu łańcuszek, sznureczek robi się łatwo. Trzeba się liczyć z tym, że metalizowana nitka czasem trudniej się przeciąga (zahacza się o materiał). Wtedy trzeba delikatnie szarpnąć. Nici ładnie się układają w hafcie nitkowym i pewnie nie będzie problemów podczas robienia pikotek, czy innych ściegów "dzierganych".
I jeszcze jeden zakup
 Te nici kupiłam na wyprzedaży. Zawsze, kiedy robię zakupy w sklepach internetowych, patrzę, co można okazyjnie kupić. Na przykład te wielokolorowe kupiłam za 5 złotych, a te czarne ze złotą nitką za 7 złotych (normalnie są one w cenie powyżej 10 złotych). Srebrne i różowe też były w podobnych cenach. Wszystkie są metalizowane. Z różowych zrobiłam serduszko, które pokazałam w poprzednim poście.


poniedziałek, 2 października 2017

Grunt to się nie poddać- kolejne serduszka (heart's, coeur, Herz,cuore)

Serduszek ciąg dalszy.
Na białym filcu, zrobiłam najpierw szeroki brzeg serduszka ściegiem pętelkowym, perłówką  5tką Coloris. Potem naszyłam element biżuteryjny i ozdobiłam go ściegiem Pistil. Została mi pusta przestrzeń. Trochę kombinowałam, bo żaden haft do tego metalowego elementu już nie pasował. Naszyłam biżuteryjne nakładki, które ozdobiłam perełkami. Na koniec przykleiłam na dużym elemencie czerwony koralik. Sznureczek jest zrobiony szydełkiem z tej samej nici, którą haftowałam pętelki na obwodzie.
Elementy biżuteryjne i koraliki przyszywam przezroczystą nicią monofilową. Zabezpieczam ją podwójnie z lewej strony. Mam wtedy gwarancję, że żaden koralik nie "zwiśnie" luźno, kiedy nić się naciągnie. Tył serduszka jest z białego filcu. Całe serce jest lekko wypełnione.
Drugie serduszko jest dalszym ciągiem haftu pętelkami. Tym razem zapełniłam całe tło serduszka (biały filc) pętelkami, haftowanymi metalizowaną perłówką 5tką, egipskiej firmy Altin Basak.
Połyskująca srebrem nitka sprawia wrażenie, że na pętelki naszyłam koraliki. Pętelkami wyhaftowane są obie strony. Serce jest płaskie. Sznureczek zrobiony na szydełku, z tej samej nici. Dół ozdobiłam zawieszką z koralików.
Trzecie serduszko jest chyba najmniej udane. Trochę pretensjonalne z tym napisem, ale co tam... zrobiłam i jest.

Krzyżykami (o zgrozo, znowu się skusiłam), na jakiejś luźnej kanwie, wyhaftowałam wzór znaleziony w Necie. To miało być małe, a kanwa wymusiła coś większego. Tył podszyłam błękitną korą i tu miałam niezłą "zabawę", bo zrobiłam sobie w złym miejscu otwór, przez który wpychałam potem wypełnienie. Zamiast na prostym boku, to zrobiłam go na zaokrągleniu. No i jak tu teraz po wypełnieniu oraz zszyciu całości, zaszyć (ręcznie, by nie było widać szwu) ten otwór tak, żeby wyszło to zaokrąglenie "krągłe", a nie kanciaste?
W końcu jakoś udało się, ale zrobiłam następny błąd- za słabo wypełniłam. Zaczęło się fałdować, a boczny szew tworzył góry, doliny oraz załamania. Czym ten szew zamaskować? Wstążka odpadła w przedbiegach. Marszczona tasiemka również. Nie pasował ozdobny sznureczek i koronka. To musiało zgrać się ze stylem haftu. No i kolorystycznie też to musiało zagrać. Metodą prób, przykładając różne tasiemki, sznureczki itp., doszłam do wniosku, że chyba zrobię na szydełku łańcuszek z kordonka i go przyszyję. Ale nawet kordonek 5tka, był za wąski. Pozostała wełna. I tak w końcu zamaskowałam tę szyciową hańbę łańcuszkiem z niebieskiej włóczki. I, by zachować proporcje, zrobiłam ozdobny chwost oraz zawieszkę z tej samej wełny. Środek haftu, który wydawał mi się niedopracowany, wypełniłam koralikami.
Materiały:
- biała, chyba 12ct, kanwa;
- niebieska kora;
- włóczka średniej grubości;
- mulina Ariadna;
- mulina Coloris Anchor;
- koraliki
Po raz kolejny oporna materia próbowała ze mną wygrać, ale nie dałam się i muszę powiedzieć, że nieźle się bawiłam. Za każdym razem, kiedy chciałam robótką trzepnąć w kąt, warczałam- o nie, nie dam się, i tak to wymyślę, i tak to dokończę. A co!

niedziela, 24 września 2017

Ściegi tunezyjskie (Tunesian stitch)



Moja mama robiła piękne chusty, swetry i szale na drutach oraz szydełku. Potrafiła robić takie ażury, że dech zapierało. Moje umiejętności, na razie, ograniczają się do słupków na szydełku i  kilku ściegów na drutach, w tym wrabiania wzorów i może z dwóch ażurów. Szydełko nigdy mnie pociągało i nie potrafić robić żadnych okrągłych serwetek, zwierzaczków, jajeczek oi innych cudeńków. Nie potrafię też obrąbić chusteczki, chociaż  w szkole musiałam takie coś zrobić na zaliczenie przedmiotu prace ręczne, chyba w 6tej klasie. Żeby było śmieszniej, w szkole podstawowej prac ręcznych uczyła mnie moja własna rodzicielka. I skutecznie obrzydziła mi szydełko na dobre kilkanaście lat. Za druty złapałam, kiedy urodziłam Młodego. Zrobiłam mu kilka sweterków. Potem robiłam sweterki na drutach Młodej, kiedy była mała. Pamiętam, że w jednym wrobiłam takie śmieszne, żółte  kaczuszki i czerwone maczki. A potem znowu długo, długo nie w tej materii nie działałam. Parę lat temu miałam pomysł na dzianinowe kwiaty, robione na krośnie. W związku z tym kupiłam mnóstwo różnorodnej włóczki. Pomysł się nie zrealizował, włóczka została. I co z tym nadmiarem szczęścia zrobić? Ostatnio, przeglądając różne strony na Pintereście, „potknęłam’ się o instruktaż dotyczący splotów tunezyjskich. 

O szydełku tunezyjskim pisała również Anabell, w którymś poście. Ki diabli, pomyślałam i prześledziłam cały tutek. Kurcze…. To jest chyba to. Prosto, łatwo, szybko przybywa i jakże z tego powodu przyjemnie. Bo dla mnie  praca jest  przyjemna jak jej przybywa. Nie znoszę długoterminowych dziubdziań. Nawet duże projekty odkładam na czas, kiedy znowu przyjdzie mi ochota na pracę z nimi.  Ale w nich efekt jest szybko widoczny, a w takich dzianinach raczej nie. Nie przy moim tempie przekładania oczek. Najpierw spróbowałam na zwykłym szydełku podstawowego splotu tunezyjskiego. Spodobało mi się. Potem zrobiłam próbkę oczkami prawymi. Trochę gorzej, ale też fajnie. Kupiłam szydełka tunezyjskie o trzech różnych grubościach  no i teraz sobie przeplatam oczka w tę i z powrotem. Szalonym ułatwieniem jest  trzymanie robótki tylko prawą stroną do siebie. Nie trzeba  przekładać  prawej strony robótki na lewą, jak w robótkach na drutach czy klasycznym szydełkiem, żeby zrobić rząd powrotny (następny). Sploty tunezyjskie robi się najpierw (pierwszy rząd- łańcuszek) od lewej  do prawej strony (kierunek), a potem wraca z prawej na lewą (bez odwracania robótki). Od razu widać efekt na prawej stronie robótki. Dodatkowym ułatwieniem jest to, że kiedy idziemy z kierunku lewego na prawo, to tylko zbieramy oczka. Idąc z prawej strony w lewo, oczka narzucamy, w zależności od tego, jaki ścieg chcemy zrobić. Proste jak szydełko tunezyjskie.
 Dzianina wykonana splotami tunezyjskimi jest zwięzła, gęsta,, a zarazem bardzo miękka,
co też stanowi dodatkowy walor tych ściegów. Co prawda nie wiem, czy wszystkie włóczki się do tego nadają, ale pewnie metodą prób i błędów do tego dojdę.
To moje próby





poniedziałek, 18 września 2017

Zakładki w różnym stylu.

Zakładki robię, bo zamierzam wziąć udział w ważnym przedsięwzięciu- będą one mi do tego potrzebne w większej ilości. Jak się uda, to napiszę, jak nie, to poleżą w pudełku i poczekają na inną okazję.
Haft na szarym lnie. Trochę rococo (różyczki), Stem Stitch i koraliki
 Haft krzyżykowy na kanwie ecru. Hafty miały inne przeznaczenie, ale zmieniłam plany i zrobiłam z nich zakładki.
 Taśma koronkowa w kolorze  "brudnej" mięty. Na nią naszyłam pasmanteryjne białe kwiaty i całość ozdobiłam koralikami.
Wszystkie zakładki są podszyte filcem i ozdobione chwostami

piątek, 15 września 2017

"Ważniak" dostał ubranko



Mam zeszyt, który nazwałam „Ważniak”.  Codziennie zapisuję w nim wszystkie ważne rzeczy. Zeszyt, jak zeszyt- szary, smutny. Postanowiłam wyhaftować mu ubranko. Już jedną okładkę wyhaftowałam. Pokazałam ją TU .
Ta druga jest taka.

 Tył
 Okładka rozłożona


Całość haftowana na kremowym płótnie lnianym (tu kolor przekłamany). Haftowałam muliną Anchor Multicolor, muliną Ariadną, brzegi skrzydełek żuczka, obszyłam nicią jedwabną firmy Yabali.


poniedziałek, 4 września 2017

Złamałam się...mysz i truskawka.



Ze mną to tak, jak z tą żabą, która zarzekała się, że do wody nie wskoczy, a potem….chlup! do kałuży.
Niedawno pisałam, pokazując serduszko z motywem lawendy, że na razie haftowania krzyżykami mam po uszy i ten rodzaj ściegu odstawiam. Ale jak tu się oprzeć, kiedy widzi się coś tak fikuśnego i fajnego?

Mysz- wzór i  z opis wykonania znalazłam TU
Truskawkę wraz ze wzorem   i z opisem wykonania znalazłam TU
 Postanowiłam sobie takie dwa cacuszka wyhaftować. Najpierw zrobiłam mysz. Na szarym tle wyhaftowałam motywy, potem zszyłam na brzuszku i wypełniłam wypełniaczem. Ogonek zrobiłam z drutu owiniętego włóczką. Dół myszy stanowi filcowe kółko. Myszka ma 5,5 centymetra wysokości. Drobiazg taki maleńki.  
Z boku
Z tyłu

 
Z przodu
Potem zabrałam się za truskawkę. Wyhaftowałam motyw, ozdobiłam koralikami, zszyłam bok, wypełniłam, ściągnęłam bardzo mocno górę truskawy. Następnie ze wstążki nawinęłam listki, przyszyłam. Górę wykończyłam nakładką biżuteryjną. Truskawka wisi na podwójnej nitce muliny. Wielkość truskawki od góry do czubka na dole- 5 centymetrów

Góra
 Truskawka leżąca:)
Trudności?
Generalnie nie zdawałam sobie sprawy, że te drobiazgi rzeczywiście będą takie maleńkie. Wszystko, od początku do końca, opierało się na misternym dziubdzianiu- najpierw motywów, a potem zszywaniu. Dodatkową trudnością była twarda kanwa, na której haftowałam. W oryginale obie rzeczy są haftowane na tkaninie (chyba lnie). Bardzo źle ściągało się kanwę u góry truskawki. Inaczej też wykończyłam tę górę. Nie haftowałam wstążeczką listków, a nawinęłam ją i przymocowałam w środku góry tak, że tworzyła luźne listki.
Przy wykończaniu myszy miałam problem z zamocowaniem ogonka. Przechylał się na wszystkie strony i za żadne skarby nie chciał sterczeć pionowo. Musiałam go „usztywnić” przyszywając gęsto wokół u podstawy. 
Obie bzdetki zajęły mi 4 wieczory i poranek niedzielny.
Ogólnie biorąc, chyba nie jest źle. W planie mam następne z innymi motywami. Na razie biorę się za zakładki do książek.

 





sobota, 2 września 2017

Nici, nici, mnóstwo nici.



W zeszłym roku Anabell podarowała mi ogrom nici do haftowania. Ogromne jest mi z tego powodu miło i czuję się dopieszczona- dzięki. Bardzo dużo haftuję i każde nici przydają się. Wiedzą o tym również moi Młodzi. Ostatnio Młody przywiózł mi z Anglii dwa woreczki wypchane nićmi do haftowania. Synowa, która zagląda do angielskich „szmateksów”, znalazła je i kupiła za małe pieniądze (u nas kosztowałyby majątek). Najpierw posegregowałam je według kolorów i firm. Okazało się, że są to nici głównie firmy Anchor. Lubię nici tej firmy, bo bardzo ładnie połyskują i są ciut grubsze od nici DMC, które czasem niezbyt równo układają mi się na haftach cieniowanych- pewnie nie potrafię nimi haftować, ale moje umiejętności w tym zakresie, to już inna sprawa. Nici DMC świetnie nadają się, według mnie, do haftu krzyżykowego, albo rococo. Szkoda, że mulina polskiej Ariadny jest mniej błyszcząca i bardzo często zdarza się, że te same kolory (według numeru) z różnych partii trochę różnią się. Zdarza się też, że nici te, są nierównej grubości.
Wracając do nici z Anglii- były wśród nich motki firmy, również angielskiej, Peri Lusta. Bardzo ładna, równa, błyszcząca mulina. Wiedziona ciekawością, czy można taką mulinę kupić w Internecie, poszukałam i znalazłam ją na Etsy. Wprawdzie proponowany wybór kolorów nie poraża, ale jest ona w miarę tania.
Po posegregowaniu wszystkich otrzymanych nici, okazało się, że ktoś chyba robił duże projekty, bo niektórych kolorów było po kilka lub kilkanaście motków. Nawinęłam po 2-3 motki na bobinki, a reszta poczeka. Uzyskałam bobinek, z nowymi nićmi, chyba ze dwie setki. Samo nawijanie zajęło mi dwa popołudnia.Teraz jest potrzebny czas, pomysły i chęci do haftowania.

Na zdjęciu jest tylko część podarowanych nici. Posegregowane według kolorów motki, leżały wszędzie- na szafce, na kredensie, regale itp. 
Czeka mnie duże zadanie- powstrzymanie się od kupna następnych nici, bo tych starczy mi chyba do końca moich możliwości haftowania.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Serduszko z lawendowym motywem.



Lawenda nigdy mnie jakoś nie zachwycała. Owszem, kolor głęboki, soczysty, ale wcale nie tak rzadko spotykany. Zapach… nie znoszę zapachu lawendy. Toleruję go jedynie trzymając nos nad żywym kwitnącym krzaczkiem. Każdy zapach lawendy w innej postaci, powoduje u mnie lekkie mdłości. Poduszeczki z lawendowym suszem,  świece lawendowo- zapachowe, mydełka o zapachu lawendy nie mają w naszym domu racji bytu. Czasem wkładam do szaf z ubraniami „lawendowe” saszetki, które odstraszają mole. I to wszystko.
W robótkowym świecie, odkąd w nim bywam, panuje moda na różności z motywem lawendy. Motyw ten często pojawia się w sierpniu i we wrześniu. Tak jakby wszystkie panie umówiły się, że teraz haftujemy, malujemy, naklejamy, aplikujemy lawendowe motywy. Zresztą nie tylko temat lawendy w taki sposób jest traktowany.
Przypominam sobie, że kilka lat temu, prawie na każdym robótkowym blogu, królowały sowy. Kiedy zbliżają się jakiekolwiek święta, wszystkie, no prawie wszystkie, panie wykonują prace z motywami świątecznymi.  Przyznam, że słabo rozumiem takie masowe „zrywy”.
Wracam do lawendy. No cóż, jednak nie ustrzegłam się przed zrobieniem serducha z haftem bukiecika lawendy. I to w dodatku, o zgrozo, krzyżykami. Skąd się wziął pomysł zdublowanego „złamania się”? Ano kupiłam sobie, w sklepie internetowym, nici multicolor firmy Anchor i wraz z nimi dostałam książeczkę ze wzorami drobnych haftów krzyżykowych.  Bardzo spodobał mi się ten bukiecik. Poza tym, chciałam spróbować, jak będzie wychodzić łączenie kanwy- przód serducha, z filcem- tył serducha. Chodziło mi o techniczne wypróbowanie momentu zszycia. Kanwa się strzępi i trzeba ją podgiąć. Jest ona dosyć twarda- podginanie brzegów zaokrąglonych sprawia trudność. I na tym serduszku to wypróbowałam. Owszem, było trochę trudne, ale po sfastrygowaniu, poleciało.
Tkanina- kremowa, drobna kanwa Aida (chyba 18ct)
Nici- mulina Ariadna
Cały przód ozdobiłam koralikami, bo bez nich wydawał się mdły.
Sznureczek z kordonka (multicolor), zrobiony na szydełku.
Tył z niebieskiego filcu.
Na razie krzyżyki i motyw lawendy odstawiam na bok.