Blog o moich zmaganiach z "oporną materią" podczas tworzenia różnego rękodzieła.

poniedziałek, 14 września 2026

Koziołki- wiosenny gobelin utkany latem.

 


Wzory koziołków znalazłam, kiedy w Internecie poszukiwałam inspiracji do kolejnego gobelinu. Chciałam jakiś wzór ze zwierzakami albo z ptakami. Koziołki to wzory do haftu. Były na stronie ukraińskiej jako hafty ludowe. Każdy na innej stronie, każdy inny. W oryginale były haftowane w paski i kwiatki, ale uznałam, że w tkaniu może się to nie udać- zbyt drobny wzór. Spodobały mi się, zebrałam trzy różne do kupy, wzór uzupełniłam kwiatkami i tak powstał mój autorski projekt.

Gobelin zaczęłam tkać w styczniu- miał być gotowy na Wielkanoc, dlatego nazwałam go „wiosenny”. Ale po drodze wyszła heca z kciukiem i tkanie musiałam na jakiś czas odłożyć. Nawet po wyleczeniu kciuka nie mogłam szybko tkać, bo jest on nadal dosyć wrażliwy i przy podtrzymywaniu osnowy boli mnie. Jednak gobelin z koziołkami udało mi się skończyć w lipcu. Potem czekał na wykończenie no i teraz już wisi na ścianie. Nie wiem czy uznać go za udany. Było sporo komplikacji zwłaszcza wtedy, kiedy uparłam się na inny sposób mocowania na drążku. Nie wypaliło, uzupełniałam zarobienie sposobem tradycyjnym. Potem kombinowałam jak ukryć ten nieudany fragment. Na szczęście jakoś udało się wszystko wykończyć bez jakichś bardzo niefajnych elementów. 

Wymyśliłam sobie, że utkam paski, które podwinę i w ten sposób utworzy się rulon. W ten rulon wsunę drążek i gobelin powieszę. Zaznaczyłam czerwoną tasiemką szerokość pasków, które miały tworzyć rulon. Pozostałe paski miałam normalnie podszyć na spodzie.  Jednak podczas tkania wyszły nierówności w górze i wszystko to zaczęło wyglądać źle. Wobec tego zrobiłam normalne zarobienie i je podszyłam. Ale zostały szczeliny między podszytymi paskami. Trzeba było je jakoś zakryć. No to zakryłam warkoczami splecionymi z przędzy i naszytymi na górę gobelinu. Z takich samych warkoczy zrobiłam zawieszki na drążek. 
 

Nadal nie wiem, dlaczego momentami się fałdował. Przypuszczam, że to wina luzującej się osnowy- po jakimś czasie w kilku miejscach osnowa stała się luźniejsza. Nie wiem, dlaczego akurat w tych miejscach i nie mam pojęcia, dlaczego się luzowała. Zawsze staram się naprężać osnowę jednakowo.


 

I tu muszę pomarudzić. W Polsce nie ma możliwości kupić ramy tkackiej, w której można regulować naprężenie osnowy. Te ramy, jakie prezentują tkaczki na zagranicznych blogach, zwłaszcza amerykańskich, mają taką możliwość i mają możliwość regulowania długości osnowy przez obniżanie lub podwyższanie górnej listwy- tej przez którą przechodzi osnowa. Nasze sklepy oferują najczęściej ramy z nacięciami na szeroką osnowę i jeden sklep oferuje ramy z gwoździkami- osnowa gęściejsza. Owszem jest sporo instrukcji, jak sobie ramę zrobić, nabijając gwoździki, ale trzeba mieć drewnianą ramę, takie specjalne gwoździki, by osnowa się nie czepiała przy nawijaniu, a potem jeszcze odmierzać odległości (co 0,5 cm między gwoździkami na dwóch poziomach), przybijać i cuda wianki robić. Komu się chce?

Ostatnio pani, u której kupiłam ramę, pokazała jak obniża górną listwę. W sumie jest to do zrobienia, wystarczy wywiercić otwory na śrubki i można górną listwę regulować. Może wykorzystam ten pomysł w mojej ramie.

No ale na razie tkam na tym, co mam marząc o takiej amerykańskiej ramie regulowanej- cena zaporowa, przesyłka bardzo droga i chyba z trudnościami. Ani na e- bayu, ani na Etsy takich ram nie ma.

Czyli przypuszczam, że to marszczenie się wynikło z różnego naprężenia osnowy podczas tkania.

Widzę też brzegi, które nie są w pionie- bardzo tego pilnowałam, na brzegach dałam po 5 nitek osnowy, a i tak brzegi „uciekają”. Piszę o tym szczerze, bo nie mam nic do ukrycia- nie jestem zawodową tkaczką po studiach artystycznych, nie skończyłam nawet kursu tkania. Robię tak, jak jest we wskazówkach na różnych blogach, a i tak nie zawsze wychodzi.

W innych moich gobelinach brzegi są pionowe, czyli nie mój sposób tkania, a jeszcze coś innego zaważyło na tym, że w tym gobelinie są takie wypukłe. A co najdziwniejsze, brzegi okazały się nierówne, dopiero po odcięciu osnowy z ramy- wcześniej nic na taką katastrofę nie wskazywało.

Tkam następny gobelin, trzymam pion na brzegach i do końca nie wiem, co zobaczę po utkaniu.

Sam gobelin dosyć mozolnie się tkało. Jest we wzorach sporo zaokrągleń i te nastręczały trudności. Tkałam, prułam, tkałam i łapałam rytm oraz wiedzę jak przeplatać wątek, by te okrągłości wyszły (ile nitek wątku na wysokość osnowy). W sumie wiele się znowu nauczyłam. Wyszło mi też cieniowanie kolorów- robiłam je pierwszy raz, łącząc nitki przędzy o różnych kolorach.

Mimo tych wszystkich ”ale”, jestem z niego zadowolona, a nawet go polubiłam. Wisi na ścianie za moim biurkiem, w towarzystwie gobelinków na tamborkach.


 Wielkość: 

- bez frędzli: 23x40 centymetrów,

- z frędzlami: 32x 40 centymetrów

Materiały:

- osnowa: sznurek lniany, woskowany 1mm

- przędza: Bc Garn Bio Shetland- grubsza (podwójna nitka), Holst Garn cieńsza (podwójna nitka), pomarańczowa cieniutka przędza (Kokonki)

- koraliki na oczy koziołków 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.