Blog o moich zmaganiach z "oporną materią" podczas tworzenia różnego rękodzieła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bransoletki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bransoletki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 kwietnia 2024

Bransoletki w stylu Boho (Bohemian)

 Ostatnio, w ramach terapii, zrobiłam bransoletki w stylu Boho. Zrobiłam 13, ale 2 od razu zwinęła Córa.

Bransoletki robi się banalnie prosto. Do ich wykonania wystarczą tasiemki, wstążeczki, paski szarpanego jedwabiu lub innego materiału, drut, trytytki, taśma klejąca lub plaster i koraliki, mnóstwo różnorodnych koralików. W ogóle te rzeczy, którymi da się zdobić- łańcuszki chwosty, pompony itp. 

Bransoletki w stylu Boho robi się tak:

albo tak


 


Zresztą na YT jest sporo filmów instruktażowych, można znaleźć wiele sposobów zrobienia bransoletek w tym stylu.

Jako "stojak" posłużyła mi szklanka

Tu się lepiej prezentują
 


Jakie trudności?

Ano najpierw musiałam dokupić narzędzia do robienia biżuterii, bo nie miałam nic do cięcia metalu, a kleszczyki, które dawno kupiłam, okazały się bublem- nie domykały się.

Musiałam nauczyć się pracować tymi narzędziami np. umieszczać koralik na szpilce😄😄.

W ogóle robienie biżuterii było dla mnie do tej pory czarną magią. Jednak powoli, powoli i nauczę się tego.

Problem stanowiły również łączenia, mocowania np. materiału i drucika tak, by się to trzymało, a drucik nie ranił ręki. Na filmach wygląda prosto, instruktorzy mają wiele doświadczeń w tej pracy za sobą, ale dla dyletanta to jednak trochę główkowania.

Trochę trudności stwarzał mi dobór kolorów oraz koralików- zawsze mam z tym problem, jak zrobić, by wyglądał bardziej 'elegancko", a nie zlepek klepek. 

Styl Boho to taki styl, że można tu poszaleć i nie przejmować się, i to mnie ratowało przed większą frustracją.

 


niedziela, 25 listopada 2018

Bransoletki filcowe i inne

Nadwyrężyłam nadgarstek. Boli podczas pewnych ruchów. Haftować mogę, ale filcowanie muszę na razie odłożyć.
Mogę jednak wkleić następny post, przeniesiony z „Jaskółki”.
W piątek 17 lutego 2017 napisałam tak:
A tymczasem ufilcowałam na mokro mój pierwszy filofilc. *** Namordowałam się jak diabli. Gniotłam, wałkowałam, wrzątkiem traktowałam dwa razy (najpierw ułożyłam na blasze do pieczenia), mydliłam i gniotłam… gniotłam, gniotłam. Ramię mnie do teraz boli, ale JEST! 
 Jeszcze niedoskonały, na brzegach mało ubity, niemniej dało się z niego zrobić bransoletkę.
  Myślę, że ta metoda filcowania jest bardzo dobra do uzyskiwania małych kawałków. Na duży nikt mnie, nawet pod lufą karabinu,  nie zmusi. Podziwiam panie, które filcują na mokro duże kilimy, szale, chusty, poduchy, obrazy.  Robią to ręcznie, ale nie tylko, bo profesjonalistki wykorzystują do tego ekstra narzędzia. Szukając informacji na temat filcowania, znalazłam stronę, na której demonstrowano maszynę do filcowania.Na przykład na mokro taką
I na sucho taką

Zwykła Janome ( za 990 złotych), która traktowana jest jak ręczna igła do filcowania- ubija, nie szyje.
Moja pierwsza bransoletka ufilcowana na mokro

 Na wycięty pasek filcu, naszyłam ozdobny element pasmanteryjny  i koraliki. Podszyłam paskiem z filcu w arkuszu. Zapięcia są w obu bransoletkach są typowe- karabińczyki
Ta druga jest ufilcowana na sucho. Też pierwsza próba. Zrobiłam dwa płaskie paski i splotłam w warkocz. Potem ozdobiłam koralikami.
 Potem uszyłam jeszcze jedną z gotowego filcu.


 Filc jest w kolorze ciemniej oliwki. Szkoda, że na zdjęciu wygląda jak czarny, bo bardzo ładnie ta oliwka współgra z kremową koronką i miodowymi koralikami.
I jeszcze obie razem.

 Na koniec bransoletki na jeansowych szwach od spódniczki:) Takie bzdziu- bzdziu, które dziewczynki lubią. Zrobiłam jeszcze dwie podobne, ale oczywiście, jak to u nas bywa, zaraz zostały zwinięte prawie spod igły.

 ***
Filofilc, półfilc- jest to tkanina lekko lub częściowo sfilcowana, powstała w pierwszej fazie filcowania. Włókna już ze sobą połączone, ale nie na tyle, by tworzyć mocno zwartą tkaninę. Zaletą filofilcu jest możliwość wycinania z niego precyzyjnych kształtów, łączenie ich z włóknami wełny i wfilcowania w nią.
za: Joanna Góżdż: Kolorowy filc. Techniki, wskazówki, projekty. wyd. Buchmann, s. 36
Zdjęcia maszyn do filcowania z Netu 

niedziela, 21 maja 2017

Folk z barokiem

Zrobiłam je jakiś czas temu, ale teraz sobie o nich przypomniałam. Zrobiłam i włożyłam do pudełka "ze skarbami", bo biżuterii nie noszę. Moja biżuteria to taka "sztuka dla sztuki".
Dwie bransoletki- szmaciaki.
Dżinsowa z motywem kwiatowym w stylu folk
 Wykorzystałam kawałek dżinsu z domieszką streczu. Najpierw wykroiłam pasek ze skosu. Błąd. Zanim go uformowałam to ponaciągał się na wszystkie strony, jak to z materiałem ciętym ze skosu bywa. Wykroiłam drugi pasek, pilnując, by nitka szła prosto.  Postanowiłam, że to będzie bransoletka ze szwem z tyłu. Pozaznaczałam, co trzeba, rysując białym ołówkiem linie założeń. Kwiaty są zrobione na krośnie Loom do kwiatów, na najmniejszym kółku.
 Środek kwiatów to nakładki do biżuterii, łodygi i liście- haft nicią cieniowaną. Między niebieskimi kwiatami naszyłam elementy biżuteryjne stylizowane na orientalne. Całość "rozjaśniłam małymi koralikami.

Tył bransoletki. Zapięcie na tradycyjne niewielkie haftki.
Całość chyba niezła, ale teraz już wiem, że wszelki dżins ze streczem jest paskudny do tego typu przedsięwzięć. Mimo spinania szpilkami i pilnowania, by były równe brzegi, zawsze coś się naciągało. Myślę, że ten tradycyjny, bawełniany dżins będzie lepszy.
Druga, prostsza w wykonaniu, w stylu barokowym.
 Na ciemnozielony filc naszyłam jasne, miodowe taśmy pasmanteryjne tak, by trochę wystawały poza brzegi bransoletki. Na środek naszyłam ciemniejszą satynową wstążkę. Potem, na niej, naszyłam metalowe nakładki biżuteryjne i perłowe koraliki- pastylki.

Metalowe elementy ozdobiłam zielonymi koralkami. Białe koraliki wszyłam w ażur taśm pasmanteryjnych.
Tył podszyłam ciemnozielonym filcem. Zapięcie jest typowe- karabińczyk.
Ogólnie ujmując- prosta, łatwa i przyjemna praca.





czwartek, 20 kwietnia 2017

Jeszcze trochę marudzenia o technice Locker Hooking





Miało być po kolei, a wyszło… jak zawsze.  O moich  „schodkach” podczas tworzenia techniką Locker Hooking pisałam TU i TU. Jednak zanim zrobiłam koszyczek i bransoletki, przećwiczyłam sobie tę technikę, tworząc bransoletkę prototyp.  Przygotowałam pasek kanwy, włóczkę bazę, wstążeczkę, szydełko (jeszcze to grube nr6), igłę i puściłam sobie filmik instruktażowy. Pani na filmie (https://www.youtube.com/watch?v=6oz46Ajt17M) klei pasek kanwy zamykając obwód bransoletki, ale mnie się wydawało, że na początek łatwiej będzie zrobić bransoletkę otwartą. I tu byłam w tak zwanym mylnym błędzie. A w dodatku zaokrągliłam brzegi, planując zrobić zapięcie na guzik z pętelką. Zaokrąglone brzegi za Chiny ludowe nie chciały się ładnie zagiąć do obszycia. Tym bardziej, że znowu chytrząc, zagięłam dwa oczka a nie jedno. Przy obszywaniu wstążeczką pod tym drugim oczkiem, kanwa strzępiła się i wychodziły ostre nitki. Na zaokrągleniach musiałam obszyć brzeg kilkakrotnie, co okropnie zmniejszyło oczka kanwy.


 Pierwsza wpadka. Tu widać, jak trudno obszyć takie zaokrąglenie. I mimo kilkakrotnego, dokładnego  owijania, brzeg i tak wyszedł. Być może powinna być szersza tasiemka, bo wąską trudniej zakryć zagięcie.
 Wniosek- łatwiej obszywa się i tka bransoletkę o zamkniętym obwodzie. Wprawdzie trzeba ją dzień wcześniej skleić, ale warto poczekać, by potem nie męczyć się. No chyba, że ktoś ma już taką wprawę i od razu potrafi oba warianty, bez wysiłku oraz wpadek, wykonać. I drugi wniosek- na brzegu zaginamy tylko jedno oczko, natomiast obszywamy na szerokości dwóch. 
Pomagam sobie szydełkiem cieńszym przy przewlekaniu szarpi w zaokrągleniu, gdzie grube szydełko nie daje się wpiąć w oczko.


Kiedy obszyłam wszystkie brzegi, zabrałam się do tkania. I teraz zagadka- jak przełożyć nitkę bazę, od której strony, by koniec się skrył, a jak przełożyć wstążkę, która tkamy. Po kilku takich przekładkach doszłam do wniosku, że bazę przekładamy oczko od zewnętrznej do wewnętrznej i wracamy następnym oczkiem na zewnątrz. Wtedy nie trzeba zostawiac długiej nitki bazy, i nitka nie ucieka przy wciąganiu. Natomiast wstążkę, którą robimy pętelki od razu trzymamy po wewnętrznej stronie bransoletki. Wszystkie końcówki bazy i tej, która tkamy, zaszywamy pod już zrobione pętelki (najlepiej wewnątrz). Dobrze jest też mieć bazę i wstążkę wystarczające długie, by ich nie łączyć, bo dochodzi dodatkowa trudność z ukryciem węzełków. W przypadku szarpi też lepiej ich nie wiązać w całość z tych samych powodów.
Baza po zewnętrznej, wstążeczka po wewnętrznej 
Najpierw tkałam szarpią zrobioną z milanówkowego szalika. Utkałam tak dwa rzędy. 
 Potem spróbowałam, jak tka się włóczką typu „trawka”. Całkiem nieźle wychodzi. Trzeba jednak wziąć potrójną nitkę i pilnować, by nitki trawki były na zewnątrz  bransoletki.


 Na koniec wzięłam kolorową tasiemkę i zrobiłam ostatnie dwa rzędy. Gładka, dobrze się układała.
I prototyp- gotowiec
Jak znam siebie, to zrobię tą techniką bransoletkę otwartą.

PS. Pani na filmiku ma duża wprawę i idzie jej to szybko. Przekonałam się, że  na początku nie jest tak łatwo jakby się zdawało, patrząc na film. Myślę, że dużą rolę odgrywa tu kanwa. Ta, która jest dostępna w naszych pasmanteriach,  jest twarda, a kanwa do haftu się nie nadaje. Dużo łatwiej tkało mi się szydełkiem nr4, niż nr6, ale pewnie jeszcze łatwiej tkało by się o numer cieńszym. Niestety, nie znalazłam takiego.
A jednak jestem zadowolona, bo poznałam i opanowałam koleją technikę handmade.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Bransoletki w technice Locker Hooking



Nie przepadam za noszeniem bransoletek, ale lubię je robić. Jest to raczej na zasadzie: „spróbuję to zrobić”. Zresztą wszystko, co tworzę jest, przede wszystkim, na tej zasadzie oparte. I nie zakładam, że będzie to rzecz stricte użytkowa, a dużo moich wytworów składam do pudełek.
Inspiracji, wzorów, motywów do moich prac szukam w Necie. Korzystam również z tutoriali zamieszczonych na różnych stronach, w różnych blogach i na YT. Przeglądam bardzo dużo stron na Pintereście. I właśnie tam trafiłam na takie bransoletki. 


Lubię takie oryginalne szmaciaki, ale zielonego pojęcia nie miałam, jak toto się wykonuje. A że postanowiłam już, zaraz, natychmiast taką zrobić, zaczęłam szukać jakiegoś tutorialu. I dotarłam do takiego na YT.
Wszystko fajnie, tylko, że tutek jest po angielsku. Po angielsku to ja mogę tak trochę o pogodzie, a nie na temat robótki ręcznej, nawet nie skomplikowanej, ale jednak. Obejrzałam filmik raz, potem jeszcze raz i dowiedziałam się, że potrzebuję wstążki, ewentualnie takiej wstążki- szarpi z materiału, sztywną kanwę i sprzęt, który nazywa się szydełko- igła (ja tak nazywam, bo szydełko ma z drugiej strony ucho, jak igła). Nic z tych rzeczy, oprócz wstążek, nie miałam. Szarpie sobie zrobiłam, ale kanwa? Szydełko? Jak się nie ma, trzeba kupić. Wbiłam w Internet hasło ”szydełko- igła” i pojawiło się takowe w jednej pasmanterii. Na szczęście potrzebna kanwa też w niej była. Z tutorialu wynikało, że to musi być w miarę sztywna kanwa i o dużych oczkach. Kupiłam kanwę poduszkową (18 oczek na 10 cm) i szydełko nr6- paskudnie grube. A skąd ja wtedy mogłam wiedzieć, że takie szydełka są jeszcze w dwóch numeracjach-5 i 4? Zanim złożyłam zamówienie przegrzebałam dużo polskich stron, w poszukiwaniu czegoś, co robi się takim szydełkiem.  Znalazłam informację, że było ono popularne w latach, powiedzmy, 70tych, kiedy to panie były zachwycone, że jak sobie przeciągną włóczkę przez ucho tego szydełka, to mogą słupki przy robocie na nią zrzucać i pracować tak, jakby robiły na drutach. Ponadto dowiedziałam się jeszcze. że tkały za pomocą tego szydełka dywaniki. O przeciąganiu wstążki przez kanwę mowy nie było i nie ma. Owszem panie tkają dywaniki, ale za pomocą szydełka (igły) smyrneńskiego, albo takiego ekstra z zamykanym automatycznie oczkiem. Nie będę tego nazywała, bo nawet nie wiem, jaką nazwę takie ustrojstwo nosi. Kiedy zorientowałam się, że na polskich stronach nic więcej już na ten temat nie znajdę, zamówiłam materiały w tej jedynej pasmanterii. Dopiero, kiedy w bólach (szydełko zbyt grube) utkałam pierwszą bransoletkę (opiszę to w następnym poście), przy okazji kupna dodatkowej kanwy, znalazłam w jeszcze jednym sklepie internetowym szydełka- igły w dwóch innych rozmiarach. Dokupiłam czwórkę. Teraz mam szóstkę i czwórkę. Na stronach angielskich, tureckich, rosyjskich, hinduskich, a nawet japońskich aż się roi od zamieszczonych tam zdjęć rzeczy, wykonanych techniką Locker Hooking- od poduszek, przez pudełka, bransoletki, zawieszki, kosmetyczki po torebki takie i siakie. Na polskich- głucha cisza. No dobra. Postanowiłam zrobić tą techniką  bransoletkę o zamkniętym obwodzie. Pierwsza była otwarta i namęczyłam się z nią tym grubym szydełkiem okrutnie. Wtedy też nauczyłam się sporo- doświadczyłam na własnej skórze, co należy robić, a czego nie da się przy takiej technice.




Puściłam sobie filmie z tutorialem i zaczęłam kombinować, jak dobrać materiały. Miałam wstążkę (6mm), narobiłam sobie szyfonowych pasemek szarpi, ale jak dobrać sznurek bazę, by nie był ani za gruby, ani za cienki? I ile, tego potrzeba do wykonania takiej bransoletki? Swoją naukę mogłam oprzeć tylko na obrazach z tutka i na swoich domysłach. 


Bransoletka wykonana technika Locker Hooking
Potrzebne materiały
- kanwa na bransoletkę,
- sznurek- baza (ewentualnie włóczka),
- szydełko- igła,
- szydełko cieńsze, do pomocy,
- wstążka do obszycia brzegów,
- szarpie (ewentualnie tasiemki, wstążki, sznurki, włóczki) do tkania,
- igła do haftu wstążeczkowego,
- klej do tkanin
1. Odmierzamy obwód bransoletki tak, by przeszła przez zamknięty obwód dłoń. Odcinamy z kanwy pasek o długości założonego obwodu i dodajemy na szerokości dwa oczka (na zagięcie górnego i dolnego brzegu.  Na długości bransoletki dodajemy po jednym oczku z każdej strony (na sklejenie)
 Zaznaczone miejsce klejenia (dobrze jest posmarować klejem obie strony oczek na całej długości
 2. Kleimy (zamykamy obwód) węższe brzegi bransoletki- ważne by skleić tylko jedno oczko. Nałożyć jeden pas na szerokość jednego oczka oczko, jednego brzegu równiutko na pas szeroki na jedno oczko drugiego brzegu i skleić klejem do tkanin. Na tutku jest to dokładnie pokazane. Klej jest mokry, dlatego dobrze jest skleić brzegi jednego dnia, a tkać bransoletkę drugiego, kiedy sklejenie jest dokładnie suche i sztywne.
 Kanwa- bransoletka sklejona


3. Zaginamy brzegi – tylko na jedno oczko- górny i dolny, na obwodzie bransoletki. Ja na próbnej przechytrzyłam i zagięłam na dwa oczka- strzępiło się mocno i wystawały twarde nici kanwy. 
 Zagięte brzegi- widok z boku
 Zagięte brzegi- widok z góry

4. Obszywamy (na okrętkę, gęsto) wstążką zagięte brzegi– górny i dolny. Obszywamy biorąc po dwa oczka- wtedy nam się zagięcie ładnie schowa. Ja wkuwałam raz lub dwa  razy w jedno oczko, ale wstążka była wąska. Może przy szerszej wystarczy  szycie tylko kolejno po jednym oczku.
 Nie zaczynamy na klejeniu. Lepiej zacząć parę oczek przed klejeniem i potem równo je schować. Końce wstążki można podłożyć (schować) pod szew po wewnętrznej stronie bransoletki. Staramy się obszywać jedną stroną wstążeczki np. tą błyszczącą, jednak od razu powiem, że jest to bardzo trudne, bo wstążeczka się okręca, a ostatecznie i tak nie widać różnicy, jak się szyje obiema stronami wstążeczki. Ważne jest, żeby szyć krótkimi kawałkami, by się nie skręcała. Najlepiej szyje się igłą do haftu wstążeczkowego, z tępym końcem i raczej krótką. Po obszyciu koniec wstążeczki wszywamy  (chowamy) pod ścieg.
 Początek obszywania brzegu
 Obszyte oba brzegi-górny i dolny.


5. Nawlekamy niezbyt długą (długa lubi skręcać się- ja brałam tak po 30 cm) włóczkę (sznurek) bazę i przewlekamy ją, przez oczko, ze środka bransoletki, na zewnątrz (potem koniec albo wszyjemy, albo przybierzemy pod tkane oczka). Ja miałam białą włóczkę – anilanę o średniej grubości. Baza będzie na zewnątrz bransoletki i ona decyduje o wielkości tkanych oczek.


 Zakładanie bazy.

Zakładanie szarpi


Szarpię trzymamy wewnątrz bransoletki, z tamtej strony będziemy ją szydełkiem wyciągać na zewnątrz. I na tutku jest to dokładnie pokazane. (https://www.youtube.com/watch?v=6oz46Ajt17M)
Wbijamy szydełko do środka bransoletki, owijamy wokół niego szarpię, wyciągamy oczko na zewnątrz. Przez wyciągnięte oczko przeciągamy bazę. I tak przeciągamy oczko za oczkiem. Pani  na filmiku wyciąga po trzy oczka na raz, co wychodzi przy dużej wprawie. Ja wyciągałam po jednym oczku, bo gdy brałam po dwa, to pierwsze za mocno się ściągało i wychodziło płaskie. Poza tym, jak bierze się po jednym, to można regulować wielkość oczka (bardziej ściągnięte, czy bardziej puchate). Chyba, że zakładamy, iż oczka będą takie, jaka jest grubość bazy, bo będziemy je układać na bazie maksymalnie na tyle, na ile ona pozwala. Wtedy oczka są bardziej płaskie. 
Tkanie
6. Do przewlekania szarpi przez „klejenie”, potrzebne jest dodatkowe szydełko (cieńsze). Za jego pomocą przewlekamy szarpie, potem w wolne oczko wkładamy szydełko- igłę  i dalej tkamy jak dotychczas.
7. Przy przechodzeniu z jednego rzędu do następnego, zaczynamy tkanie nie w oczku, poniżej którego zakończyliśmy tkany rząd, a w następnym- baza ładnie się ułoży i „zgubi” (pod skosem).
8. Końcówki szarpi i bazy zaszywamy wewnątrz bransoletki. 

9. Bransoletkę możemy ozdabiać jak chcemy. Ja naszyłam koraliki.

Zrobiłam najpierw miętową.


Potem trochę węższą niebiesko-granatową, a potem koszyczek świąteczny, który pokazałam tu




niedziela, 12 marca 2017

Zapięcia biżuteryjne


Parę lat temu, byłam kompletnym lejkiem w sprawach rękodzieła. Moje prace ograniczały się do haftu. Miałam trochę nici, jakieś kanwy oraz dosyć sporo wzorów ze starych czasopism. I w sumie to mi wystarczało. kiedyś potrzebowałam jakieś informacji na temat ściegu, czy może zobaczyłam coś interesującego w necie- nie pamiętam, dość, że trafiłam na Pinterest. Matko jedyna... zwariowałam. Nie mogłam przestać przeglądać stron robótkami. Ile tego, jakie techniki, jakie cudeńka. Doszło do tego, że oprócz haftowania, zaczęłam robić różne rzeczy. Ale biżuteria, ta koralikowa mnie raczej nie pociągała. Pewnego dnia trafiłam na stronę z bransoletkami, takimi szmaciakami. Różnymi szmaciakami, różnymi boho, gypsy, hippie. Bransoletki takie, siakie...
 Najprostsza biżuteria to ta, która nie wymaga zapięcia: naszyjniki, czy wisiory przekładane przez głowę, bransoletki nasuwane na nadgarstek. Wszystko o zamkniętym obwodzie. Czasem bransoletki mają węzeł umożliwiający "rozciągnięcie" obwodu przed włożeniem i zaciągnięcie go po włożeniu. to taki specjalny supeł, umożliwiający regulację bransoletki i dopasowywanie do różnej wielkości nadgarstka.
Kiedy chcemy wykonać biżuterię zapinaną, pojawia się dylemat- jakie zapięcie umocować, by pasowało i stylem, a także wielkością oraz dobrze zabezpieczało biżuterię przed zgubieniem. No i powinno być jeszcze funkcjonalne- szybko się zapinać i rozpinać bezproblemowo. Ileż to razy, w najbardziej nieodpowiednim momencie, odpięła nam się bransoletka i ileż to razy, kiedy się spieszyłyśmy, zapięcia stawało okoniem- a to nie trafiałyśmy w dziurkę w zapięciu typu karabińczyk, a to nie potrafiłyśmy szybko odwieść "cyngielka" w feederingowym, patyczek nie chciał przejść przez oczko w toggle, a przy rozsuwanym w bransoletce, nie potrafiłyśmy równo wsunąć jednej części do drugiej. Czas leciał, my coraz bardziej wkurzone i zdecydowane nie założyć ozdoby. Hmmmmm.... może zapięcia były zbyt małe? A może należy takie zapięcia "przepracować" i poćwiczyć ich zapinanie- rozpinanie?
 To może i niezła propozycja, kiedy kupujemy gotową biżuterię. Najczęściej akurat to, a nie inne cacko chcemy mieć, toteż zapięciem najmniej się przejmujemy. Damy radę.
W przypadku własnoręcznie wykonanej biżuterii, warto wiedzieć, jakie zapięcie będzie najkorzystniejsze.
Ja spaliłam już w przedbiegach. Zanim się zorientowałam, że  jest jednak różnica, jakie zapięcia do czego wykorzystamy, nakupiłam sobie ich dosyć sporo. Zupełnie bez głowy. Kupiłam sporo zapięć typu toggle. Zrobiłam bransoletkę, wmontowałam zapięcie i próbuję zapiąć- kicha- pałeczka nie wchodzi w oczko. Dodałam jedno ogniwko i próbuję na nowo, znowu kicha. Może ja czegoś o tym zapięciu nie wiem ( i tu proszę o fachową radę). Początkowo podejrzewałam, że komplet jest źle dobrany- pałeczka zbyt długa do oczka. Weszłam na stronę sklepu internetowego, przyjrzałam się innym zapięciom tego typu-  nie, wydaje się wszystko w porządku. Wymontowałam to zapięcie, przyszyłam inny rodzaj zapięcia- oczko i haczyk. I bardzo ładnie się skomponowało.
 (Na ciemnooliwkowy filc naszyłam kremowe rozety pasmanteryjne, ozdobiłam miodowymi koralikami w środku i podłużnymi, miodowymi koralikami w płatkach.)
Natomiast, kiedy przyszyłam ten sam rodzaj zapięcia do innej bransoletki, okazało się, że zbyt mocno wydłużyło obwód i jest zbyt ciężkie. Muszę je zmienić.
 (Bransoletka wzorowana na hinduskich naszyjnikach. Mój autorski projekt. Szmaciane wałeczki spłaszczyłam i zszyłam ze sobą. Nie spotkałam się w Necie z takim pomysłem. Dla wybrednych- szmaciaki tego typu nie mają być równe i wyrafinowanie dokładne- to jest boho, hippie- pełna fantazja i odlot)
 Bardzo dobre i szybkie w montażu jest zapięcie typu karabińczyk, zamontowanie na  płaskich końcówkach (szczękach), którymi zaciska się brzeg bransoletki. Należy tylko pamiętać o tym, by zbyt małego karabińczyka nie dobrać, bo może być nerwowo przy używaniu.
(Haft na czarnym filcu, zdobiony matowymi perełkami)

Podaję stronę, na której są pokazane i omówione rodzaje zapięć biżuteryjnych.
http://mojabizuteria.pl/aktualnosci/mala-encyklopedia-zapiec-bizuterii/

PS Najmniej pracochłonne i najbardziej funkcjonalne jest zapięcie typu guzik z pętelką i proszę się nie śmiać, bardzo dużo bransoletek "szmaciaków" ma takie zapięcie.