Od razu mówię- szyjąc pokrowiec, próbowałam opanować szycie na nowej wówczas maszynie, toteż należy zwracać uwagę na pomysł na pokrowiec, a nie na wykonanie, które woła o pomstę do nieba. Panie, które dużo szyją pewnie dostaną szczękościsku na widok krzywych przeszyć itp.
Wprawdzie obmierzyłam wszystkie boki maszyny i dokładnie sobie pokrowiec zaplanowałam, ale w strachu, że uszyję go za mały, dodawałam materiału i w rezultacie wyszedł za duży.
Nic to... ja się nie boję krytyki, pokazuję tutaj nawet te nieudane, wykonane przeze mnie rzeczy, pokażę i ten pokrowiec. Dla mnie najważniejsze jest, że spełnia swoje zadanie- maszyna jest zabezpieczona przed kurzem.
Jak już wspomniałam, podsuwam pomysł na wykorzystanie małych haftów oraz pozostałych po szyciu skrawków materiałów, bo mój pokrowiec jest w stylu crazy-patchwork. Oczywiście nie jest to profesjonalny crazy- patchwork, bo mnie do takich profesjonalizmów bardzo daleko. Już dawno stwierdziłam, że nie będę się zmuszała do robienia rzeczy według dokładnie określonych schematów- bo tak się to robi i tak to MUSI być. Te warstwy, pikowania, podszywania- nie bawią mnie, a raczej ograniczają do "ciągnij linię prosto i super dokładnie", a to nie jest w mojej naturze. No jasne, powinno być starannie, ale wcale nie musi być "matematycznie". Perfekcja nie jest moją mocną stroną, a trzymanie się w "profesjonalnych" ryzach tylko mnie zniechęca.

Materiał z bocianem to chusteczka dziecięca. Na swoją kolej czekała chyba z 20 lat. Obok ptaszor haftowany krzyżykiem. Dwa inne do kolekcji, wyhaftowałam na poduszkach i podarowałam koleżance. Ten został wykorzystany tutaj. Nad bocianem mały hafcik z ptaszkami. Miał być na czymś "do niczego". Poza tym jakieś skrawki tkanin, krajki i koronki.
I druga dziecięca chusteczka, nad którą jest mały haft z pszczołą. Planowałam go do crazy patchworku z haftami, jednak nie pasował i wszyłam go w pokrowiec. Na dole część panelu z ptakami. Po bokach części innego panelu i krajka,
Krzyżykowa baletnica. Bardzo podoba mi się ta seria, ale cierpliwości do wyhaftowania całej zabrakło. Powstały dwie i obie zostały wykorzystane do uszycia pokrowca.
Tu druga baletnica, a na dole znowu część panelu- tym razem z dzieciakami.
Góra pokrowca, to lekka jaskółcza hańba. Ile razy zdejmuję pokrowiec z maszyny, tyle razy postanawiam ten otwór poprawić. Potem zapominam i cała heca się powtarza. A ponieważ tenże bubel nie kopie, nie gryzie i jeść nie woła, to tak sobie tkwi i tkwi na górze pokrowca. Mam wrażenie, że nie ja jedna mam takie "postanowienia" i "tyły" w poprawkach.
Góra pokrowca to jeden kawałek panelu w wymyślne kraty.
Dół pokrowca obszyłam skośną lamówką.
I to na razie tyle.