Blog o moich zmaganiach z "oporną materią" podczas tworzenia różnego rękodzieła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpadki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpadki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 sierpnia 2025

Gobelin z ptakami czyli wielka porażka

 

Zapytała mnie Elżusia, czy kiedyś utkam ptaszora. Otóż utkałam nie tylko jednego, ale trzy ptaszory na jednym gobelinie.

Ten gobelin to wielka moja porażka. 

Po kolei.

Wzięłam wąską ramkę z wcięciami, naciągnęłam osnowę z nici lnianych (2 mm)- osnowa zatem dosyć rzadka. Jak rzadka osnowa, to trzeba tkać wątkiem o grubszej nici. Wzięłam to pod uwagę i włóczka, którą tkałam była średniej grubości. Tkałam włóczkami o prawie tej samej miękkości, ale przy tego typu osnowie, okazały się za miękkie. Jednak największym błędem był zastosowanie włóczki, która stanowiła tło. Miękka, naciągająca się i lejąca po osnowie. Wiedziałam już, że taka włóczka jest przy tkaniu do kitu. No ale... Jaskółka musi „przegwałcić” ogólnie przyjęte zasady i przekombinowałam. A taka była śliczna- „amerykańska" i nie chciałam z niej zrezygnować, tkałam na zasadzie „jakoś to będzie”. Jednak „nie było” - gobelin pofalował się na brzegach. 

Góra gobelinu i fala na bokach. 

Ptak środkowy.
Pierwszy utkany- po nim miałam ochotę całym tkaniem ptaszorów  trzasnąć i pozostać tylko przy tym jednym. A potem to samo było po utkaniu drugiego- miałam serdecznie dosyć zmagania się z tą miękką włóczką oraz kombinowania z kształtem ptaków.

Dodatkowym błędem (?), zaniedbaniem (?), a może jeszcze nie wiedziałam wtedy, że dobrze jest na brzegach dać trzy nitki osnowy i wokół niech tkać brzeg, podwójnie te trzy nitki owijając?  Jedna brzegowa nitka osnowy i miękki wątek „zrobiły swoje”- brzeg pływa, raz gobelin jest szerszy, w innym miejscu, węższy. 

 Wzór znalazłam na Pintereście- to pojedyncze wzory ptaków do haftu, Ułożyłam je pionowo tak, by kolejny ptak miał dziób w inną stronę. Kolory dobierałam sama, mając na uwadze kolory na oryginalnym wzorze. Tak było na początku, a później poleciałam swoimi kolorkami. Niektóre elementy są tkane włóczką melanżową, by nie było nudno. 

Nie tkałam już tych białych obwódek oczu- było to ponad moją cierpliwość i umiejętności na tym etapie tkania..

Zamiast śliczniusich, ptaszorków, wyszły Hungry Birds.

 Wzór zrobiłam „pod szerokość osnowy”- myśląc, że jak szeroka osnowa, to ptaki muszą być wielkie. No i dobrze, ale przy takiej szerokiej i grubej osnowie nie wychodzą zaokrąglenia „boczne”. Te dolne tak (brzuch ptaka nad łapkami, góra łebka) te boczne nie (np. zaokrąglenie szyi).

Inne elementy ptaków też modyfikowałam (skrzydełka, ogonki), by zachować ich proporcje, ale tu chyba wyszło to nieźle.

Nogi wyhaftowałam czarną muliną, a oczy stworzyłam z koralików i cekinów.

 



Wykończenie tradycyjne- zdjęcie z ramy, związanie nitek osnowy, przystrzyżenie nitek wątku na lewej stronie, przyszycie zarobienia i przyszycie nitek osnowy na lewej stronie, dorobienie frędzli,  przymocowanie gobelinu do drążka.

Przyszyłam pęczki związanej osnowy, nie kryjąc ich pod zarobieniem. Ładniej wygląda lewa strona, kiedy się je schowa pod zarobieniem. Nie wszystko z wykończeniem jest jeszcze u mnie z automatu.

Gotowiec. 

Wielkość: 39 centymetrów bez zarobienia z dwóch stron, 49 centymetrów z frędzlami i 19 centymetrów szerokości.

Spróbuję jeszcze te falujące brzegi podszyć sztywna taśmą- może uda się je choć trochę ustabilizować.
  

Wskazówki- jeżeli mamy większe elementy wzoru to przy szerokiej osnowie, a myślę, że przy węższej (rama z gwozdkami) nie używać miękkiej włóczki, albo wzmocnić (usztywnić ją) dodatkową nitką np. bawełnianą, albo inną, która się nie naciąga.

Unikać włóczek z wełną alpaki- na moim gobelinie tło- strasznie miękka i naciąga się bardzo. 

Wszystkie włóczki z niskim procentem wełny, czyli mniej niż połowa w składzie przędzy, są miękkie i ciągliwe. Do tkania nadaje się włóczka o minimum 75% wełny naturalnej (ale nie alpaki). Może to być merynos, lepszy jest szetland, a najlepsza nasza wełna owcza- szorstka (z włoskami, gryząca). Oczywiście wytrawne tkaczki poradzą sobie z przędzą każdego rodzaju, ale takie zielone jak ja, mogą się mocno naciąć, wkurzać i zniechęcić, kiedy źle dobiorą nici do wątku.

Dlatego, kiedy teraz kupuję przędzę, to sprawdzam skład i czy nitka ma "włoski".  I coraz mniej się nacinam.

O włóczkach, przędzy do tkania będę jeszcze pisała przy okazji przedstawiania kolejnych utkanków. Cały czas mam w głowie zdanie, jakie przeczytałam na którymś z blogów tkackich: „Tkać można wszystkim”. Owszem, tkać można wszystkim, ale nie wszystko. Otóż gobelinów, a w dodatku gobelinów z drobnymi elementami we wzorze nie można tkać wszystkim. Nie można tkać wszystkim gobelinów z szeroką osnową (rama z wcięciami) i o wzorze z zaokrągleniami oraz drobnymi elementami. To chyba potrafią tkaczki, które skończyły szkoły, kursy tkania oraz z dużym doświadczeniem. Ktoś taki, jak ja- samouk, niech raczej nie idzie drogą: ”Tkać można wszystkim”.

niedziela, 24 listopada 2024

Tkany okrągły dywanik- zmagania z oporną materią (Tkanie cz.1)

 


 

Tkać zaczęłam w podstawówce. Dostałam małą ramę tkacką i wtedy utkałam sobie materiał na kosmetyczkę. Uczyłam się sama na podstawie zamieszczonej w pudełku instrukcji. Potem ramka gdzieś zaginęła i na długo porzuciłam tkanie.

Wróciłam do niego parę lat temu- kupiłam większą ramkę z nicielnicą i utkałam czarną tkaninę. Miałam zamiar wyhaftować na niej maki- tkaninę gdzieś wcięło, z maków nic nie wyszło.

Gdzieś dwa lata temu kupiłam okrągłą ramę do tkania z zamiarem tkania dywaników. Rama pozostała w pudełku, zamiar się ulotnił. Jednak w tym roku, robiąc porządki w szafie, natknęłam się na dwa potężne pudła z włóczkami, takimi „nie wiem już, co z nich miło być”.

Przypomniałam sobie o ramie do okrągłych dywaników no i ruszyłam te zapasy różnych włóczek- utkałam swój pierwszy okrągły dywanik.

Moja wiedza o tkaniu, jeszcze w lipcu, była znikoma, toteż dywanik ma w sobie multum błędów tkackich. Ale poooszło. 

Pierwszy, główny błąd popełniłam, wybierając gruby bawełniany sznurek na osnowę.

Mocując tym sznurkiem osnowę, popełniłam drugi błąd- nie dopilnowałam, by pleść osnowę równo, wokół obręczy, umieszczając sznurek w kolejnych rowkach. Ja ten sznurek przeplatałam byle jak- raz w jeden rowek, by po przeciwnej stronie umieścić go  niedokładnie naprzeciwko, tylko np. dwa rowki dalej. Nie pilnowałam również, by sznurek szedł równo raz pod spodem obręczy, a z powrotem nad obręczą. Wszystko to spowodowało, że na środku zrobiło się nierówne zgrubienie.

Żeby wszystko było jasne- przy tkaniu na obręczach te zgrubienia, z krzyżujących się sznurków osnowy, są widoczne i nie ma na nie rady, ale są one przynajmniej równe, a nie takie poplątane jak w moim dywaniku.

Tkając na obręczy można osnowę umieszczać gęsto w każdym rowku, można też umieszczać ją rzadziej. 

Najlepiej na osnowę użyć cienką dratwę lnianą albo cienki lniany sznurek.  

Trzecim błędem, który miał wpływ na kształt dywanika, było zbyt mocne naprężenie osnowy na obręczy. Po krótkim czasie obręcz przybrała postać owalną, a dywanik po zdjęciu trochę się wybrzusza z jednej strony.

Ale skąd miałam to wiedzieć, kiedy jedyne filmy, które pokazywały tkanie okrągłych rzeczy, obrazowały tkanie na małych tekturowych kółkach, albo zamiast sznurka, osnowę robiono z elastycznych paseczków, uzyskanych z pociętych koszulek bawełnianych, naciągniętych, jak gumka, w nacięcia koła.

Tkałam, przy pomocy igły tkackiej, techniką gobelinową- wątek osnuwa w całości osnowę (osnowy nie widać po ukończeniu pracy).


Jako wątek wykorzystałam włóczki różnej grubości- gdzie trzeba było, brałam podwójną nitkę.
Na koniec, jako ostatni rząd wątku, zrobiłam zabezpieczający łańcuszek- wtedy wątek się nie zsuwa z osnowy.

Po zdjęciu dywanika z obręczy, związałam osnowę parami i dorobiłam frędzle. Jako frędzle wykorzystałam też nitki osnowy. 

Frędzle wyrównałam i przycięłam do równej długości.

Na spodzie dywanika przycięłam, bardzo krótko, nitki wątku.

No i na koniec pozostał do ukrycia ten paskudny środek. Najpierw chciałam naszyć na niego aksamitne kółko. Przycięłam, położyłam- nie pasowało. Ostatecznie zrobiłam kółko na szydełku i przyszyłam je do dywanika. I kiedy tak patrzę na gotowiec, to myślę sobie, że jak mi się ten środek dalej  nie będzie podobał (a nie podoba mi się), to go wypruję.

Gotowy dywanik czeka na wiosnę, będzie leżał na tarasie.
 




 

czwartek, 19 września 2019

Poducha przypadkowo haftowana


No i powstała poducha zupełnie przypadkowo z haftem ręcznym. Bo to nie on na niej miał być. To znaczy ten wzór wybrałam, ale nie miał być ręcznie haftowany. To miał być haft maszynowy. Tak, bo miałam i mam nadal ambicję pohaftować trochę na maszynie. A dlaczego na poduszce jest haft ręczny, a nie maszynowy? No, bo kiedy już sobie wszystko przygotowałam- materiał ze wzorem (nawet go fachowo podkleiłam flizeliną), stopkę do haftowania, nici i pozostało tylko przesunąć taki guzik z tyłu podstawy maszyny, by wyłączyć transporter, wystrzelił jeden wielki ZONK. Przesuwam ten guzik, przesuwam, a on ani drgnie. No to do instrukcji- czytam, przesuwam…. nul, zero, ani drgnie. No to do Netu, do filmików na YT. Patrzę, robię według instrukcji- nic, ani drgnie. Hmmmmm. Weszłam na stronę ETI- na czacie piszę, że taki, a taki problem, co robić. Pan odpisuje natychmiast- tak, a tak zrobić. Idę do maszyny, kręcę kołem zamachowym, przesuwam równocześnie guzik….nic, ani drgnie. Noż…..Piszę do pana, że nie puściło, czy może mają taką płytkę kryjącą transporter. Nie, nie mają, a maszynę pan radzi oddać do serwisu. Akurat. Maszyna szyje, jak trzeba, a haftować na niej to ja wcale nie muszę. Wkurzona spróbowałam jeszcze raz przesunąć ten guzik równocześnie pokręcić kołem. Dalej nic.  Nałożyłam pokrowiec na maszynę i do szafy cały interes. FOCH! Maszyna wcale nie tania, funkcja w instrukcji jest opisana, a w praktyce coś nie gra. Dobra- jak nie, to nie, ale wzór na poduszce kusił. No to wyhaftowałam prostymi ściegami. Trochę się to źle haftowało, bo podklejona flizelina usztywniła materiał, ale dałam radę. Wyszła taka sobie, jak to się mówi…. Doopki nie urywa.


Życie dopisało końcówkę nieoczekiwaną. Jak już uszyłam tę poduszkę, to pomyślałam sobie, czy nie spróbować jeszcze raz wyłączyć ten transporter. Za pierwszym razem nie wyszło- guzik stawiał taki opór, że palec mnie zabolał. No nic, pomyślałam sobie, jak jest zepsute, to chyba więcej już nie popsuję i przesunęłam guzik z całej siły na full. Ruszył, przesunął się i wyłączyłam transporter. WOW! No to teraz jeszcze czekam na wenę i ochotę do haftowania lub pikowania na maszynie. Na razie jakoś nie przychodzą


 Na zdjęciu nie widać dobrze- na końcówkach trawy są pętelki francuskie haftowane  multicolorem w odcieniach zielono-niebieskich.
Tkanina- kremowa bawełna
Nici- kordonek 5 perłówka muliticolor- żółte kręgi, łodygi, trawa,  TULIP (Yarn Art.)-czerwone „maki”, mulina DMC,
Wzór jest zestawiony z dwóch jednakowych. Źródło wzoru- Pinterest