Blog o moich zmaganiach z "oporną materią" podczas tworzenia różnego rękodzieła.

wtorek, 3 listopada 2026

Trzy pawie.

 

Te trzy pawie zostały wyhaftowane jeszcze we wrześniu. Każdy z nich rozpoczęty został już dawno, a potem odłożony „na potem”. I to „potem” nastąpiło. Brałam jeden po drugim i kończyłam.

Najpierw wyhaftowałam małego pawia w okręgu. Szybko poszło.


 

Potem pod igłę poszedł ten szampański”- nazwałam go tak, bo przypomina mi kieliszek do szampana.


 

Paw z kolorowym ogonem został wyhaftowany na końcu.


 

Co tu o haftowaniu powiedzieć? Może to, ze szampański i z kolorowym ogonem były haftowane na flizelinie rozpuszczalnej. O wiele łatwiej nanosi się wzór, bo flizelina jest cieniutka, a po wyhaftowaniu, podczas prania, rozpuszcza się. Tylko ten mały miał naniesiony wzór tradycyjnie przez kalkę. 


 

W sumie nie ma różnicy w haftowaniu- igła przechodzi przez obie tkaniny bez oporu.

Haftowałam muliną na różnych płótnach. Szampański dostał również nitkę metalizowaną. 

W przygotowaniu jest haft pawia, wzorowany na rysunku Wyspiańskiego. Zobaczymy, co wyjdzie.


piątek, 30 października 2026

Słowiańskie motanki.

 

Będą hafty ptaków, będą- uspokajam pytające o nie. Są trzy hafty z pawiami, ale dzisiaj o motankach.

W tym roku zamiast szyć czy dziubać z filcu dynie, zrobiłam sobie słowiańską motankę.



Moja motanka jest słowiańską lalką, ale nie jest motana z przeznaczeniem magicznym. Podczas tworzenia słowiańskich lalek mocy, nie używa się nożyczek ani żadnych ostrych narzędzi. Nie szyje się ich za pomocą igieł, nie spina agrafkami, nie przyszywa się zatrzasków i haftek.

Ja umotałam lalkę, która dawniej służyłaby do zabawy i nie ma w sobie żadnej magicznej mocy- podczas motania takich lalek można używać noża czy nożyczek. Ale dałam jej prezent, choć to lalka bez magii- pas z szerokiej czerwonej wstążki zawiązany na kokardę co robi się przy lalkach mocy.

Fajna zabawa podczas motania. Bierze się szmatki, ścinki, włóczkę, albo sznurek no i mota według określonej kolejności. 

Od razu mówię- do motania najlepiej nadają się miękkie tkaniny, takie już „wypracowane', albo nowe, ale lejące się, cieniutkie. Tylko na fartuch i ewentualnie spódnicę, coś bardziej mięsistego można wziąć. Poza tym, aby głowa ładnie się formowała, trzeba też wziąć bardzo miękką (lejąca się) tkaninę- nie będzie grubszych fałdek. Takie uwagi pojawiły mi się, kiedy sama motałam. I znów diabeł tkwi w szczegółach, o których instruktorki na filmach raczej nie wspominają.

I teraz najważniejsze- zanim ktoś zechce sobie zrobić motankę, to musi się zdecydować, czy to będzie lalka magiczna- wtedy żadnego cięcia, nożyczek, noży i igieł, czy to będzie lalka do zabawy, wtedy można sobie używać igły oraz nożyczek do woli- skracać, przycinać, ścinać.  

Zgodnie z instrukcją wzięłam prostokątny materiał  na tułów oraz styropianową kulę na głowę. I tu pierwszy błąd niebłąd- materiał to len i okazał się trochę oporny na ładne układanie. Lepiej nadawałaby się cieniutka etamina, batyst lub płócienko. Styropianową kulę można zastąpić mocno ugniecionymi kawałkami materiału, ugniecioną w kulę watą lub wypełniaczem do poduszek. Można też kulę ufilcować.

Ułożyłam kulę na materiale, zamotałam materiałem i zawiązałam materiał  cienką wełenką wokół kuli. Potem zrobiłam ręce


 Rozłożyłam materiał tułowia i wsunęłam ręce- trzeba pilnować by nie były zbyt długie i by równo je ułożyć z dwóch stron tułowia. Moje okazały się zbyt długie. Ale nie ma sprawy, teraz, jak patrzę na moją motankę, to w każdej chwili mogę je skrócić, bo to lalka do zabawy- nożyczki mogą być w użyciu.

Ręce unieruchamiamy wiążąc materiał korpusu pod nimi. 

Uwaga- każde owijanie musi być wielokrotne, a wiązanie mocne, by elementy nie ganiały po całej lalce.
 

Potem nałożyłam na głowę ozdobną koronkę i wstążkę- obie związałam z tyłu na szyi, owijając ją kilka razy wełenką. Okropnie się zsuwały mimo szorstkiego materiału na jaki zostały nałożone. Lepiej je nasuwać głębiej na czoło z przodu.


 

Następnie ubrałam lalkę w halkę. Tu jeszcze nie trzeba zakrywać wiązania


Potem nałożyłam dwa paski tkaniny na ramiona i w ten sposób zakryłam łączenia tułowia z rękami. Nie zrobiłam zdjęcia, ale na filmie jest to pokazane.

I przyszła kolej na zakładanie fartuszka oraz spódnicy- patrz film instruktażowy. To jest trudna sprawa, bo trzeba mieć wyczucie na jakiej wysokości wiązać tkaniny i w ogóle, jakiej wielkości te tkaniny powinny być, by nie wyszły bombiasto. 

 Na szczęście zakaz cięcia nożyczkami nie dotyczy cięcia tkaniny i przypasowywania jej- cały czas mówimy o lalkach magicznych- można sobie przymierzać tak długo, aż spasuje (ale na lalce już nic nie tniemy).

Zakaz używania nożyczek przy motaniu lalek magicznych dotyczy tylko motania. Dlatego warto też sobie przygotować zapas kawałków nici do wiązania i obwiązywać tak długo, by zostały końce tylko do zawiązania. 

Ponieważ moja motanka to zwykła lalka, to nie miałam oporu pomóc sobie nożyczkami i wyrównałam spódnicę już po zamotaniu jej na tułowiu lalki (na zdjęciu jeszcze niewyrównana). Na koniec wiążemy lalce chustkę na głowie. Tu też warto wziąć cieniutki lejący się materiał, by chustka ładnie się ułożyła. Dałam lalce prezent w postaci pasa z czerwonej wstążki wiązanej na kokardę z przodu. Lalkę do zabawy można w różny sposób ozdabiać, lalkę do magii należy obdarowywać zgodnie z jej zadaniem magicznym np, zielarkę, pęczkiem ziół do ręki.Motanki nie mają twarzy- robione są przeważnie by komuś służyć. Jeżeli namalujemy lub wyhaftujemy twarz i jakby ta buźka była do kogoś podobna, to motanka będzie służyć tej osobie, a nie osobie obdarowanej. Wierzenie mówi, że jeżeli motanka będzie miała twarz, to będzie zapatrzona w siebie i będzie tylko sobie służyć. Ukrainki haftują ściegiem krzyżykowym, na twarzy motanki, krzyż, który ma chronić przed złymi urokami, złą energią. Krzyż jest też symbolem słońca- znakiem pomyślności.

Tył motanki. Mogłam zejście się tkanin schować z przodu lub z boku- nie pomyślałam, a kiedy to zobaczyłam, było już za późno. 
Motanie lalki sprawiło mi dużo frajdy. To taka chęć zrobienia znów czegoś innego. I obojętnie, czy wierzę w magię, czy nie, lalka zdobi półkę z książkami, a nowe doświadczenie zdobyte. 

A motanki to:

„Motanki są tworami starej magii, magii wręcz pierwotnej. Motanki to znane od zarania dziejów, motane przez nasze przodkinie lalki , które miały przeróżne zadania do spełnienia. Swoją pracę w tym kierunku zaczynały zaraz po powołaniu do życia i określenia ich roli. Każda motanka ma duszę, dlatego też żadna nie posiada twarzy, ponieważ mogłoby spowodować to nadanie jej cech ludzkich i pociągnąć ją do zajęcia się swoimi sprawami i spełnianiu własnych życzeń. (...)

W zależności od rodzaju lalki, można poprosić ją dosłownie o wszystko, tak naprawdę nie ma ograniczeń. Jednak nasze życzenie musi być wypowiedziane jasno i klarownie. Lalki mogą być wykonane w celu ochrony domostwa, opiekowania się dziećmi, pomyślności w biznesie, przyciągania pieniędzy, pomagania w gospodarstwie domowym, dbania o ciężarne kobiety i jeszcze w wielu innych celach. (…) Każda motanka musi otrzymać prezent od osoby, która będzie chciała korzystać z jej mocy. Ja dodaję zawsze elementy ozdobno- ochronne, oraz wspomagające działanie, jednak każdy musi dać lalce jakiś drobiazg samodzielnie, przez wyznaczeniem jej zadania. W prezencie można jej dać mały koralik, ozdobną tasiemkę, czy cokolwiek co przyjdzie nam do głowy i upiększy motankę.”

W cutowanym artykule na temat motanek , autorka wymienia ich rodzaje. Jest motanka „karmicielka”, są „ziarnuszka”, „rodzicielka”, „otulaczka”, „podróżniczka”, „żadanica”, „zielarka”, „lulanka”, „tryzenka” i wiele innych. A każda stara się wywiązać z nad powierzonego jej zadania.

Więcej o motankach znajdziecie pod adresem:

https://rodzimowiedzma.pl/motanki-slowianskie-lalki-mocy/

Robiłam lalkę według instruktażu na tym filmie


 Na YT jest sporo filmików o tym, jak zrobić motankę.

 Instruktaż, jak zrobić motankę mocy.


Materiały:

- kawałki tkaniny, 

- piłeczka styropianowa,

- cienka wełenka,

- wstążki,

- kawałki koronki 

Wielkość motanki- 30 centymetrów 

 






Zdjęcia z Internetu.


wtorek, 22 września 2026

Gobelin z motylem utkany na tamborku.

 

Największy problem jest z nawinięciem osnowy na koło. Na pierwszy tamborek nawinęłam dosyć gruby sznurek i to nawijanie jakoś poszło. Ale gruby sznurek tworzy na środku nieładne miejsce przecięcia się nici- jest grube. Chciałam, by ten środek był delikatniejszy, a takiego splotu (przecinanie się nici) nie da uniknąć. Wzięłam cienki sznurek woskowany, zaczęłam nawijać osnowę i zaczął się dramat. Sznurek ślizgał się po krawędziach, trudno było go trzymać palcem przy nawijaniu, bo tamborek się w rękach też ślizgał.

Wyszło na to, że trzeba wziąć jakąś szorstką nić na osnowę. Szorstka jest przędza owcza, ale bałam się, że ta, z kolei, będzie się naciągać, albo rwać. Jednak spróbowałam i udało się. Czyli wniosek jest taki- do nawijania osnowy na okrąg- tamborek lub inny, trzeba brać szorstką przędzę.

Na drugim tamborku postanowiłam utkać coś w zupełnie innym stylu niż na pierwszym. Pierwszy to była, w ogóle, próba generalna w tkaniu różnymi splotami i różną przędzą. Wyszła utkanka szalona, dynamiczna. Teraz chciałam utkać projekt bardziej spokojny.

Tak naprawdę to wzoru nie planowałam. Bardzo trudno coś zaplanować do utkania na okręgu. Mogą to być różne układy splotów z różnej przędzy, jak to zrobiłam, tkając pierwszy tamborek, ale ja chciałam coś innego.

Najpierw oplotłam środek, by nitki osnowy usztywnić. Nie podobał mi się. No to zakryłam go strzępiastym „kwiatkiem”. Jednak, co dalej? Dobra, pomyślałam sobie, zrobię tło zielone, a potem zobaczę, co na tym tle umieścić. Ostatecznie utkałam najpierw szary pas, potem melanż zielony.

Tło tkałam podwójną nitką grubej przędzy. Ponieważ odległości między nitkami osnowy zwiększają się w stronę brzegu koła oraz są podwójne, wzięłam grubą przędze, by zakryła całą osnowę. Można tkać różnej grubości przędzą- np. cienką i tkanie trwa dłużej.

Postanowiłam, że kwiatek dostanie listki, ale nie tkane a filcowane na mokro.

Poszukałam instrukcji do filcowania na mokro. Dokładnie obejrzałam- dosyć proste. Już kiedyś na mokro sfilcowałam monofilc (taki luźniejszy po sfilcowaniu) jakieś dzwonki i coś jeszcze, ale już nie pamiętam.

Najpierw przygotowałam druciki różnej długości- łodygi listków. Na takich drucikach łatwiej jest element zamocować na podłożu. 

 

Potem je owinęłam wełną do filcowania i sfilcowałam na mokro. 

 


Nie filcowałam „na twardo”, zostawiłam w postaci monofilcu- lekko sfilcowane, lekko mechate- są bardziej elastyczne i bardziej przestrzenne. Nie formowałam ich też na mokro- pozwoliłam im wyschnąć tak, jak zostały sfilcowane.

Pierwsza warstwa liści. Potem, podczas filcowania jeszcze dodałam kilka warstw.


Do wysuszenia.


 

Zabrałam się do filcowania łodygi- ułożyłam warstwy czesanki, położyłam na nich drucik, zwinęłam filc, zmoczyłam wywalcowałam i.... łodyga okazała się być zbyt grubą. No to jeszcze raz- powtórzyłam wszystkie etapy z cieńszą warstwa czesanki- tym razem chwyciło.

Nie mam doświadczenia w filcowaniu na mokro i nigdy nie wiem, ile warstw czesanki ułożyć, by uzyskać to, co chcę. Dlatego metodą prób i błędów, filcując nieraz kilka sztuk tego samego, dochodzę do wymiaru pożądanego. No cóż, trochę więcej roboty i tyle. Sfilcowane rzeczy odkładam, potem wykorzystuję do innych projektów. Nic się nie marnuje.

Tę cieńszą łodygę uformowałam na mokro, układając ją na tkanym tamborku- uformowałam jej kształt i tak dałam do suszenia.

 Po utkaniu całego tła ułożyłam łodygę, listki na nim i.... do kitu, nie podobało mi się. Ułożyłam same listki wokół kwiatka- też do kitu, czegoś mi brakowało. Zrobiłam okrąg wokół kwiatka z łodygi, położyłam listki- znowu nie to.  

Na liściach wyhaftowałam "nerwy". 

 Ale ten okrąg już nawet, nawet.... Dobra, czyli trzeba było zrobić okrąg, ale inny, bardziej płaski i węższy. Przyłożyłam pasma przędzy- chciałam je ściegiem coaching przyszyć. Jednak nie, znów nie to.

No to co? Splotłam z przędzy warkocz, przyłożyłam i nareszcie projekt nabrał wyglądu. 

  

Potem już szybko poszło. Ułożyłam listki, przymocowałam je do tła. No i znów mi czegoś brakowało. 

 

 

Poszperałam w moim „magicznym kredensie”- znalazłam motyla. Mam takich różnych drobiazgów do robienia biżuterii sporo. Motyl wpasował się w całość, jakby był od początku zaprojektowany. 


 


 

Teraz zabieram się do tkania ostatniego tamborka, a potem chyba znów utkam coś na ramie. 

Wisi obok pierwszego.


 Jest to, od początku do końca, mój autorski projekt, który układał się w głowie w trakcie wykonywania gobelinu.

Wielkość- średnica 26 centymetrów 

Materiały:

- przędza tkacka- szara, zielony melanż, zielona, czarna i czerwona (na druty 4-6),

- przędza tkacka na osnowę- cieniutka w kolorze ecru,

- czesanka do filcowania w różnych kolorach,

- drucik (taki do wiązania zbrojenia- został mi jeszcze z czasów budowy domu😁😁😁),

- motyl biżuteryjny,

- kordonek do haftowania, 

- tamborek.

 


poniedziałek, 14 września 2026

Koziołki- wiosenny gobelin utkany latem.

 


Wzory koziołków znalazłam, kiedy w Internecie poszukiwałam inspiracji do kolejnego gobelinu. Chciałam jakiś wzór ze zwierzakami albo z ptakami. Koziołki to wzory do haftu. Były na stronie ukraińskiej jako hafty ludowe. Każdy na innej stronie, każdy inny. W oryginale były haftowane w paski i kwiatki, ale uznałam, że w tkaniu może się to nie udać- zbyt drobny wzór. Spodobały mi się, zebrałam trzy różne do kupy, wzór uzupełniłam kwiatkami i tak powstał mój autorski projekt.

Gobelin zaczęłam tkać w styczniu- miał być gotowy na Wielkanoc, dlatego nazwałam go „wiosenny”. Ale po drodze wyszła heca z kciukiem i tkanie musiałam na jakiś czas odłożyć. Nawet po wyleczeniu kciuka nie mogłam szybko tkać, bo jest on nadal dosyć wrażliwy i przy podtrzymywaniu osnowy boli mnie. Jednak gobelin z koziołkami udało mi się skończyć w lipcu. Potem czekał na wykończenie no i teraz już wisi na ścianie. Nie wiem czy uznać go za udany. Było sporo komplikacji zwłaszcza wtedy, kiedy uparłam się na inny sposób mocowania na drążku. Nie wypaliło, uzupełniałam zarobienie sposobem tradycyjnym. Potem kombinowałam jak ukryć ten nieudany fragment. Na szczęście jakoś udało się wszystko wykończyć bez jakichś bardzo niefajnych elementów. 

Wymyśliłam sobie, że utkam paski, które podwinę i w ten sposób utworzy się rulon. W ten rulon wsunę drążek i gobelin powieszę. Zaznaczyłam czerwoną tasiemką szerokość pasków, które miały tworzyć rulon. Pozostałe paski miałam normalnie podszyć na spodzie.  Jednak podczas tkania wyszły nierówności w górze i wszystko to zaczęło wyglądać źle. Wobec tego zrobiłam normalne zarobienie i je podszyłam. Ale zostały szczeliny między podszytymi paskami. Trzeba było je jakoś zakryć. No to zakryłam warkoczami splecionymi z przędzy i naszytymi na górę gobelinu. Z takich samych warkoczy zrobiłam zawieszki na drążek. 
 

Nadal nie wiem, dlaczego momentami się fałdował. Przypuszczam, że to wina luzującej się osnowy- po jakimś czasie w kilku miejscach osnowa stała się luźniejsza. Nie wiem, dlaczego akurat w tych miejscach i nie mam pojęcia, dlaczego się luzowała. Zawsze staram się naprężać osnowę jednakowo.


 

I tu muszę pomarudzić. W Polsce nie ma możliwości kupić ramy tkackiej, w której można regulować naprężenie osnowy. Te ramy, jakie prezentują tkaczki na zagranicznych blogach, zwłaszcza amerykańskich, mają taką możliwość i mają możliwość regulowania długości osnowy przez obniżanie lub podwyższanie górnej listwy- tej przez którą przechodzi osnowa. Nasze sklepy oferują najczęściej ramy z nacięciami na szeroką osnowę i jeden sklep oferuje ramy z gwoździkami- osnowa gęściejsza. Owszem jest sporo instrukcji, jak sobie ramę zrobić, nabijając gwoździki, ale trzeba mieć drewnianą ramę, takie specjalne gwoździki, by osnowa się nie czepiała przy nawijaniu, a potem jeszcze odmierzać odległości (co 0,5 cm między gwoździkami na dwóch poziomach), przybijać i cuda wianki robić. Komu się chce?

Ostatnio pani, u której kupiłam ramę, pokazała jak obniża górną listwę. W sumie jest to do zrobienia, wystarczy wywiercić otwory na śrubki i można górną listwę regulować. Może wykorzystam ten pomysł w mojej ramie.

No ale na razie tkam na tym, co mam marząc o takiej amerykańskiej ramie regulowanej- cena zaporowa, przesyłka bardzo droga i chyba z trudnościami. Ani na e- bayu, ani na Etsy takich ram nie ma.

Czyli przypuszczam, że to marszczenie się wynikło z różnego naprężenia osnowy podczas tkania.

Widzę też brzegi, które nie są w pionie- bardzo tego pilnowałam, na brzegach dałam po 5 nitek osnowy, a i tak brzegi „uciekają”. Piszę o tym szczerze, bo nie mam nic do ukrycia- nie jestem zawodową tkaczką po studiach artystycznych, nie skończyłam nawet kursu tkania. Robię tak, jak jest we wskazówkach na różnych blogach, a i tak nie zawsze wychodzi.

W innych moich gobelinach brzegi są pionowe, czyli nie mój sposób tkania, a jeszcze coś innego zaważyło na tym, że w tym gobelinie są takie wypukłe. A co najdziwniejsze, brzegi okazały się nierówne, dopiero po odcięciu osnowy z ramy- wcześniej nic na taką katastrofę nie wskazywało.

Tkam następny gobelin, trzymam pion na brzegach i do końca nie wiem, co zobaczę po utkaniu.

Sam gobelin dosyć mozolnie się tkało. Jest we wzorach sporo zaokrągleń i te nastręczały trudności. Tkałam, prułam, tkałam i łapałam rytm oraz wiedzę jak przeplatać wątek, by te okrągłości wyszły (ile nitek wątku na wysokość osnowy). W sumie wiele się znowu nauczyłam. Wyszło mi też cieniowanie kolorów- robiłam je pierwszy raz, łącząc nitki przędzy o różnych kolorach.

Mimo tych wszystkich ”ale”, jestem z niego zadowolona, a nawet go polubiłam. Wisi na ścianie za moim biurkiem, w towarzystwie gobelinków na tamborkach.


 Wielkość: 

- bez frędzli: 23x40 centymetrów,

- z frędzlami: 32x 40 centymetrów

Materiały:

- osnowa: sznurek lniany, woskowany 1mm

- przędza: Bc Garn Bio Shetland- grubsza (podwójna nitka), Holst Garn cieńsza (podwójna nitka), pomarańczowa cieniutka przędza (Kokonki)

- koraliki na oczy koziołków