Największy
problem jest z nawinięciem osnowy na koło. Na pierwszy tamborek
nawinęłam dosyć gruby sznurek i to nawijanie jakoś poszło. Ale
gruby sznurek tworzy na środku nieładne miejsce przecięcia się
nici- jest grube. Chciałam, by ten środek był delikatniejszy, a
takiego splotu (przecinanie się nici) nie da uniknąć. Wzięłam
cienki sznurek woskowany, zaczęłam nawijać osnowę i zaczął się
dramat. Sznurek ślizgał się po krawędziach, trudno było go
trzymać palcem przy nawijaniu, bo tamborek się w rękach też
ślizgał.
Wyszło
na to, że trzeba wziąć jakąś szorstką nić na osnowę.
Szorstka jest przędza owcza, ale bałam się, że ta, z kolei,
będzie się naciągać, albo rwać. Jednak spróbowałam i udało
się. Czyli wniosek jest taki- do nawijania osnowy na okrąg-
tamborek lub inny, trzeba brać szorstką przędzę.
Na
drugim tamborku postanowiłam utkać coś w zupełnie innym stylu niż
na pierwszym. Pierwszy to była, w ogóle, próba generalna w tkaniu
różnymi splotami i różną przędzą. Wyszła utkanka szalona,
dynamiczna. Teraz chciałam utkać projekt bardziej spokojny.
Tak
naprawdę to wzoru nie planowałam. Bardzo trudno coś zaplanować do
utkania na okręgu. Mogą to być różne układy splotów z różnej
przędzy, jak to zrobiłam, tkając pierwszy tamborek, ale ja
chciałam coś innego.
Najpierw
oplotłam środek, by nitki osnowy usztywnić. Nie podobał mi się.
No to zakryłam go strzępiastym „kwiatkiem”. Jednak, co dalej?
Dobra, pomyślałam sobie, zrobię tło zielone, a potem zobaczę, co
na tym tle umieścić. Ostatecznie utkałam najpierw szary pas, potem
melanż zielony.
Tło
tkałam podwójną nitką grubej przędzy. Ponieważ odległości
między nitkami osnowy zwiększają się w stronę brzegu koła oraz
są podwójne, wzięłam grubą przędze, by zakryła całą osnowę.
Można tkać różnej grubości przędzą- np. cienką i tkanie trwa
dłużej.
Postanowiłam,
że kwiatek dostanie listki, ale nie tkane a filcowane na mokro.
Poszukałam
instrukcji do filcowania na mokro. Dokładnie obejrzałam- dosyć
proste. Już kiedyś na mokro sfilcowałam monofilc (taki luźniejszy
po sfilcowaniu) jakieś dzwonki i coś jeszcze, ale już nie
pamiętam.
Najpierw
przygotowałam druciki różnej długości- łodygi listków. Na takich drucikach łatwiej jest element zamocować na podłożu.
Potem
je owinęłam wełną do filcowania i sfilcowałam na mokro.
Nie
filcowałam „na twardo”, zostawiłam w postaci monofilcu- lekko
sfilcowane, lekko mechate- są bardziej elastyczne i bardziej
przestrzenne. Nie formowałam ich też na mokro- pozwoliłam im
wyschnąć tak, jak zostały sfilcowane.
Pierwsza warstwa liści. Potem, podczas filcowania jeszcze dodałam kilka warstw.
Do wysuszenia.
Zabrałam
się do filcowania łodygi- ułożyłam warstwy czesanki, położyłam
na nich drucik, zwinęłam filc, zmoczyłam wywalcowałam i....
łodyga okazała się być zbyt grubą. No to jeszcze raz-
powtórzyłam wszystkie etapy z cieńszą warstwa czesanki- tym razem
chwyciło.
Nie
mam doświadczenia w filcowaniu na mokro i nigdy nie wiem, ile warstw
czesanki ułożyć, by uzyskać to, co chcę. Dlatego metodą prób i
błędów, filcując nieraz kilka sztuk tego samego, dochodzę do
wymiaru pożądanego. No cóż, trochę więcej roboty i tyle.
Sfilcowane rzeczy odkładam, potem wykorzystuję do innych projektów.
Nic się nie marnuje.
Tę
cieńszą łodygę uformowałam na mokro, układając ją na tkanym
tamborku- uformowałam jej kształt i tak dałam do suszenia.
Po
utkaniu całego tła ułożyłam łodygę, listki na nim i.... do
kitu, nie podobało mi się. Ułożyłam same listki wokół kwiatka-
też do kitu, czegoś mi brakowało. Zrobiłam okrąg wokół kwiatka
z łodygi, położyłam listki- znowu nie to.
Na liściach wyhaftowałam "nerwy".
Ale
ten okrąg już nawet, nawet.... Dobra, czyli trzeba było zrobić
okrąg, ale inny, bardziej płaski i węższy. Przyłożyłam pasma
przędzy- chciałam je ściegiem coaching przyszyć. Jednak nie, znów
nie to.
No
to co? Splotłam z przędzy warkocz, przyłożyłam i nareszcie
projekt nabrał wyglądu.
Potem już szybko poszło. Ułożyłam
listki, przymocowałam je do tła. No i znów mi czegoś brakowało.
Poszperałam w moim „magicznym kredensie”- znalazłam motyla. Mam
takich różnych drobiazgów do robienia biżuterii sporo. Motyl
wpasował się w całość, jakby był od początku zaprojektowany.
Teraz
zabieram się do tkania ostatniego tamborka, a potem chyba znów
utkam coś na ramie.
Wisi obok pierwszego.
Jest to, od początku do końca, mój autorski projekt, który układał się w głowie w trakcie wykonywania gobelinu.
Wielkość- średnica 26 centymetrów
Materiały:
- przędza tkacka- szara, zielony melanż, zielona, czarna i czerwona (na druty 4-6),
- przędza tkacka na osnowę- cieniutka w kolorze ecru,
- czesanka do filcowania w różnych kolorach,
- drucik (taki do wiązania zbrojenia- został mi jeszcze z czasów budowy domu😁😁😁),
- motyl biżuteryjny,
- kordonek do haftowania,
- tamborek.