Blog o moich zmaganiach z "oporną materią" podczas tworzenia różnego rękodzieła.

sobota, 24 stycznia 2026

Czasem słońce, czasem deszcz czyli następny pasiak utkany.

 

Wszystkie dotychczas utkane kolorowe pasiaki, tkałam włóczką, która niezbyt nadaje się do tkania gobelinów. Już pisałam, że mam takiej włóczki bardzo dużo. Dziewiarki by się ucieszyły- włóczka miękka, śliska, na drutach dobrze leży. Na drutach tak, na szydełku również, ale do tkania gobelinów się nie nadaje. To znaczy, jakbym się uparła, to pewnie jakoś by się nią tkało, ale ja nie chcę upierać się a potem męczyć. Dlatego tkam nią pasiaki- chodniczki i chcę ją, jak najszybciej, wyrobić.

Jest miękka, bardzo naciąga się, źle się ubija. Mam takiej włóczki jeszcze sporo. Zajmuje dużo miejsca, jest różnej grubości, w składzie ma mało naturalnej wełny. Równocześnie uzupełniam zapasy przędzy tkackiej, takiej, którą można tkać gobelin bez denerwowania się, że coś z powodu źle dobranego wątku, nie wyjdzie. Pozbywam się też włóczki, która ma paseczki różnokolorowe (jedna ma równej długości, inna paski różnej długości). To nie jest melanż, a nawet nie ombre. Nadaje się ona do tkania tylko wzorów geometryczny oraz pasków.

Ten pasiak ma paski na całej szerokości osnowy. Po prostu lecą sobie kolorami. Paski wyszły ładnie, dosyć równo i szybko się, w ten sposób, tkało.

Jeszcze na ramie. 

I gotowy 

Następny pasiak przyprawił mnie o ból głowy. Ponieważ nie chciałam powtarzać takich pasków, jak na poprzednim, postanowiłam podzielić szerokość osnowy na trzy części i każdą część tkać wątkiem innego koloru. Te części miały być nierównej szerokości, natomiast grubość paska miała wynosić 4 x długość (2 razy w prawo, 2 razy w lewo przez osnowę). No i wpuściłam się w maliny. Nie dość, że trzeba było ciągle zmieniać kolor przędzy, to jeszcze łączenia kolorów nie wychodziły równo, bo włóczka miała różną grubość (niektórej brałam podwójne nitki, by nierówności wyrównć).

Tu widać różną grubość włóczek i nierówności przy ich łączeniu. 

Pocieszające jest to, że brzegi moich utkanek wychodzą już równe i nie pływają. Wszystko dlatego, że biorę trzy albo cztery brzegowe nici osnowy i traktuję je jako jedną przy oplataniu wątkiem. Wątek oplatam podwójnie wokół tych czterech nitek osnowy.
 


By jakoś stabilizować tkaninę, tkałam naprzemiennie paski z tej miękkiej włóczki z paskami włóczki mniej rozciągliwej oraz włóczką tasiemkową podobną do sutaszu. I tkałam naprzemiennie paski jednego koloru z paskami z włóczki różnokolorowej. Paski kolorowe oddzielałam, od czasu do czasu, pakiem włóczki czarnej, aby się zbyt kolory nie zlewały.

Na ramie. 

 

Tu widać te nierówności przy łączeniu kolorów. Widać również źle zrobione zarobienie. Tkaczki radzą zarobienie dzielić na części, a jak podzieliłam to się rozjechało. Górne zrobiłam całe i wyszło super. Komu wierzyć?

To doświadczenie widocznie było mi potrzebne, bo doszłam do wniosku, że nie każdy sposób łączenia wychodzi ładnie. Nici w tym pasiaku  próbowałam łączyć w sposób gobelinowy i się porobiło niefajnie.

Łączenie kolorów na sposób gobelinowy.  

  Najładniej jednak wychodzi łączenie techniką przesmyku. Trzeba tylko pamiętać, by niezbyt mocno naciągać nić wątku przy styku kolorów- może zrobić się widoczny przesmyk.

O coś takiego. Naciągałam ( przy nawrocie) te nici wątku, naciągałam i porobiły się dziury. teraz mocno się pilnuje przy łączeniu kolorów i są postępy. 

 
 

Pilnowałam również kładzenia wątku z zachowaniem „górki” (nitka nie była napięta) oraz mocy ubijania- tym razem ubijałam na tyle, by się skryły nitki osnowy i tkanina była zwarta, ale nie jest ona twarda, jak wychodziło przy mocnym ubijaniu (np. w gobelinie z tulipanami).

Po utkaniu jednej trzeciej feralnego chodniczka, doszłam do wniosku, że oszaleję przy tym ciągłym zmienianiu kolorów wątku, a sam chodniczek będę tkała rok a może i dłużej. Zaczęłam tkać paski jednolitym kolorem na całej szerokości osnowy i robota od razu ruszyła do przodu, a chodnika zaczęło szybko przybywać. No, ale... no, ale .. ja zawsze coś muszę, bo inaczej znudzę się okropnie- wróciłam do tych trzech kolorystycznie części, by nawiązać do wzoru na dole chodniczka. Jakiś czas męczyłam się tak, jak na początku. A potem znów tkałam paski przez całą szerokość. I tak w bólach, przy solidnym przeklinaniu, przy „Już, już, zaraz odetnę to draństwo i trzepnę tym w kąt”, dotarłam z tkaniem do końca, czyli do pełnej wysokości ramy.

Góra pasiaka- zarobienie i łańcuszek przytrzymujący nitki osnowy. Zarobienie tkałam ostrą wełnianą przędzą, natomiast łańcuszek zrobiłam z dratwy lnianej. 

 


Chodnik nieudany, ale pójdzie na podłogę i nie będzie tych błędów tak widać. Najważniejsze, że znów ubyło mi paskudnej włóczki i robi się miejsce w koszu na owczą przędzę, odpowiednią do tkania.

 Policzyłam, ile pasiaków już utkałam. Jest ich 4, słownie cztery. Nie do wiary, a przecież zaczęłam tkać półtora roku temu. Czy ktoś jeszcze pamięta mój pierwszy utkany okrągły dywanik? Kolorowy że hej, ale lekko krzywy i z niezbyt ładnym środkiem? Za to ma super frędzle (zakładka- okrągły tkany dywanik lub zakładka tkanie)😁😁😁

No i 6 gobelinów też już utkałam („Miasto nocą” poszło do ludzi). I ciągle się uczę (jak ten poprzedni nieudany prezydent), ciągle się uczę, i popełniam błędy, i naprawiam błędy, i nadal przy tkaniu świetnie się bawię (poza małymi wyjątkami).

Te dwa ptaszory poszły na licytację WOŚP.


 

 

niedziela, 4 stycznia 2026

Krosno dziewiarskie podłużne- pierwsze kroki. (Longitudinal knitting loom - first steps.)

 

Zniesmaczona sama sobą i moim wyobrażeniem o włóczkach w tkaniu, widząca, że tej złej włóczki, nawet przy tkaniu pasemkami dywanika nie ubywa, kupiłam krosno dziewiarskie tzw. Loom. Kiedyś się już do niego przymierzałam, jednak po obejrzeniu filmików- instrukcji, dotyczących pracy na nim, zrezygnowałam. Pomyślałam sobie, że druty i szydełko jednak prostsze. Ale ja nie lubię i drutów i szydełka. Potrafię na nich robić podstawowe ściegi. Na drutach potrafię wrabiać wzory, ale do obu narzędzi nie pałam miłością.

Musiałam znaleźć coś, co ułatwi mi dosyć szybkie pozbycie się niewygodnej włoczki, która blokuje miejsce w koszach dla przędzy do tkania.

Ostatnio kupiłam długie (40 cm) krosno dziewiarskie. Na razie proste, ale chyba skuszę się te na okrągłe. W jednym przestrzeliłam- na tym krośnie słabo pracuje się z cienką włóczką, ale ta wiedza przyszła, kiedy już krosno było w domu. Na krośnie dziewiarskim najlepiej pracuje się grubą włóczką- na druty od 6 wyżej. Wygrzebałam trzy motki grubaśnej włóczki i robota leci. Bardzo szybko przybywa tkaniny. Jak się już załapie, o co biega z tym nawijaniem na kołki i zrzucaniem oczek, to praca na krośnie jest samą przyjemnością. I w dodatku tkaniny przybywa w kosmicznym tempie. Ja mam dosyć prosty wzór, ale tych wzorów jest sporo. Na takim krośnie można tkać i szale, i swetry, kocyki, chusty itp. Na okrągłym, z kolei, tka się skarpetki, kominy, getry czapki itp. 

Pierwsze kroki. 



Kilka uwag technicznych, które już zdążyłam podłapać- dotyczy to tego wzoru, którym tkam.

  • tkamy włóczkami grubszymi,

  • nić nawijamy na kołki dosyć luźno, jak mocno naprężymy, nie damy rady przerzucać oczek przez łebki krosna,

  • nawijamy na kołki tak, by włóczka krzyżowała się przed kołkiem od strony środkowej krosna,

  • po nawinięciu całości (na kołki z obu stron) zawijamy sobie dosyć mocno koniec włóczki na dodatkowe kołki boczne- nie przeszkadza oraz nie ucieka podczas zrzucania oczek,

  • po zrzuceniu oczek (na kołku dolne nici przewlekamy nad górne przez kołek), lekko dociskamy włóczkę przy każdym kołku w dół- robimy miejsce na następną nić, która powinna iść pod łebkiem kołka. Jak sobie ją nawiniemy poniżej tej, która jest już na kołku, nie damy tej pierwszej nad nią przerzucić przez kołek,

  • podczas przerzucania oczek, haczyk trzymam zawsze końcem do dołu listwy, wtedy nie haczę górnej nici przy przerzucaniu dolnej,

  • na pierwszym i ostatnim kołku (na przeciwległych końcach) co drugie nawijanie, jest tylko jedna nitka- nie ma tam nici dolnej). Jak zaczynamy na górze po lewej tronie i kończymy na dole po prawej stronie, to raz jeden, raz drugi, mają tylko jedną nitkę- tworzy się brzegowy łańcuszek. 

    Pierwsze nawijania. Obok krosna leży specjalny haczyk. Bez niego trudno tkać na takim krośnie. 

    Taką włóczką tkam.
     
    Utkany kawałek

     


    Nie bardzo wiem, jak nazywać pracę na krośnie- tkanie czy dzierganie.
     
     
    No to na razie tyle.


piątek, 7 listopada 2025

Poduszki z haftem przewlekanym huck. Pillows with huck thread embroidery

 O tym hafcie już wstępnie pisałam, przy okazji zademonstrowania haftowanej tym ściegiem serwetki.

Dzisiaj opiszę moje spostrzeżenia, rady i wskazówki, które nasunęły mi się podczas haftowania poszewek na poduszki. Może się one komuś przydadzą.

Jak już sobie wybierzemy jakiś wzór (pełno ich jest w Internecie), obmyślimy kolorystykę, radzę przed haftowaniem obrębić tkaninę, bo łatwiej haftować na niej bez użycia tamborka i dosyć sporo się nią obraca. 

Początki są trudne, bo trzeba rozpracować wzór na tkaninie. Ja zaznaczam na niej  środek i zaczynam haft od środka wzoru na zewnątrz (najpierw np. w prawo, potem znów od środka w lewo lustrzannie). Trzeba mocno wówczas liczyć, by pierwszy rząd zrobić prawidłowo. Według tego rzędu często symetrycznie haftuje się następny.

Należy też pilnować w których momentach nitka idzie nad poprzednim rzędem, albo w którą stronę robi zwrot Od lewej czy od prawej strony w stosunku do pęczków nitek w tkaninie, przez które przewlekamy kolorową. Jak zrobimy zły kierunek, nitka się złamie, zamiast tworzyć ładne „półkole”.

Potem już dużo łatwiej, bo mamy punkt odniesienia i liczenie jest szybsze. A każdy następny rząd już jest łatwiutki.

Robię najpierw jeden rząd wzoru, np. górny (w stosunku do linii środkowej), a potem wzoruję na nim rząd dolny (lustrzane odbicie).

Najlepiej haftować naprzemiennie- rząd górny i odpowiednik jego-rząd dolny, potem następny rząd górny i rząd dolny. W ten sposób lepiej się liczy i mamy odzwierciedlenie tego samego rzędu od razu. Kiedy haftuje się najpierw całą górę, a dopiero potem cały dół, łatwo się pogubić, bo często rzędy są obok siebie- haft jest gęsty.

Przy haftowaniu naprzemiennym rzędów, od razu widać błędy, które naprawdę szybciutko można poprawić (niesamowicie proste prucie).

Trzeba równo napinać nitkę, by na nawrotach wyszła półokrągła, a nie załamywała się pod ostrym kątem.

Nitkę kolorową prowadzi się górą, przewlekając ją pod ekstra nitkami-pęczkami w tkaninie. Tkanina jest tak tkana, że mamy wyraźny wzór z nitkami na wierzchu- 2 nitki pionowe, 2 nitki poziome i tak naprzemiennie, rząd niżej oraz rząd wyżej jest jakby przesunięty- nad nitkami poziomymi są nitki pionowe. 

Na zdjęciu podbieranie nitek poziomych. Tak samo podbiera się nitki pionowe. I znów trzeba uważać, by igłą podebrać cały pęczek, jak niestarannie podbierzemy, pęczek się rozwarstwi i haft wychodzi nierówny.

Do tego rodzaju są dedykowane igły z lekko zaokrąglonym, tępym czubkiem. Ja mam trzy igły o różnej grubości (firma Clover). Haftuję najcieńszą.

Haftowanie polega na liczeniu tych pęczków i przewlekaniu pod nimi nitki kolorowej (haft przewlekany).

Najlepiej haftuje się, na tkaninie Geometry (firma DMC), kordonkiem nr5 (haftuję Mają nr5). Jeżeli odcinki haftu są krótkie- chodzi o odcinek od jednego przewleczenia do drugiego- to można haftować muliną (6 nitek). Przy długich odcinakach mulina rozwarstwia się i rozwarstwia się również, kiedy robimy nawroty ( pojedyncze nitki mają różne naprężenie).

Tu są długie odcinki.

 Zaczynałam muliną, a potem przeszłam na kordonek.

 Kordonek o niższej numeracji też się nadaje, ale haft będzie cieńszy.

Zresztą to wszystko zależy od tego, jaki haft zamierzamy zrobić- delikatny czy wyraźnie zaznaczony.

Kiedy nitka mi się kończyła( zostało tak około 10 centymetrów), wbijałam ją zaraz za nitkami pod którymi ją przewlekałam i w tym samym miejscu zaczynałam nową nitką.

 Tu od góry wbicie igły i wyciągnięcie jej na spodzie- tam nitkę zostawiamy około 5 cm. Dobrze jest zakończyć nitkę na skraju pęczka (najmniej widoczne zakończenie).

 

 Najlepiej jest to robić na prostych odcinkach np. jak mamy 4 momenty przewlekania, to po dwóch przewlekamy nitkę na lewą stronę. Nitki na lewej zostawiałam dłuższe, bo potem je wiązałam razem. Próbowałam nitki zaszywać, jednak nie wyglądało to ładnie. 
Dwie nitki na spodzie- jedna to kończąca, druga rozpoczynająca. 
Nie znalazłam nigdzie, jak taki haft zaczynać i jak kończyć – chodzi o nitki. Nitki na lewej stronie wiążę dopiero wtedy, kiedy upewnię się, że haft jest dobry oraz kiedy jest odpowiednio naprężony (nie ściąga tkaniny oraz nitki na wierzchu nie są zbyt luźne). Kiedy trzeba pruć, po prostu nitkę się wyciąga i haftuje na nowo. I należy przewlekać na lewą stronę dłuższą nitkę, nie czekać, aż będzie miała tylko 3 cm, bo wtedy trudno ją przebić na lewą i związać (lepiej trochę nici stracić niż się potem męczyć). Może też "ściągnąć" haft.

Rozpoczynamy, wbijając od spodu igłę z nitką w tym samym miejscu, w którym zakończyliśmy poprzednią.

Tu spód tkaniny. 


 Wierzch tkaniny. Tu jeszcze widać zaznaczony długopisem znikającym środek tkaniny.

 Kidy zaczynałam haftować nowy rząd od brzegu tkaniny, też zostawiałam trochę więcej nici w zapasie, po ukończeniu haftu, ucinałam je i podginałam brzeg (przy serwetce) lub wpuszczałam w szew (przy poszewkach). Ważne by te nici nie "uciekły" przy wykańczaniu robotki.

 

Kolory mogą być różne. Widziałam bardzo kolorowe hafty z kontrastującymi rzędami, widziałam hafty monochromatyczne. 

 Ja dobieram kolory na wyczucie, w zależności który z rzędów chcę podkreślić. Jedna poducha jest wyraźnie w odcieniach niebieskich, a inna ma podkreślony środkowy czerwony pas i pasy brzegowe. 

 Czasem wydawałoby się, że kolory do siebie nie pasują, a w tego rodzaju hafcie akurat dobrze współgrają.

 
Fiolet wprowadziłam, by haft „ nabrał rumieńców”- nie był mdły.

Wzory znalazłam w Internecie, ale uwaga- to jest haft szwedzki przewlekany (huck), który haftuje się na tkaninie typu Geometry. Tu przewleka się nić kolorową pod specjalnymi nitkami-pęczkami w tkaninie. I do tego typu tkaniny są odpowiednie wzory.

I jest haft przewlekany, który można haftować na normalnej kanwie do haftu krzyżykowego.Ten haft jest popularny na południu Europy.

Jest on bardzo podobny do haftu huck, ale wzory do niego niezbyt pasują. Huck to specjalna tkanina (Geometry), z której w Szwecji szyto ręczniki lub wstawki do ręczników, a te potem haftowano.

Wypróbowałam i się nacięłam- haft się „przesunął” i elementy przestały do siebie pasować.

Poza tym, na kanwie też trzeba uważać, który wzór dyktuje przewlekanie pod „kratkami pełnymi”, a który wzór dyktuje przewlekanie pod dwoma nitkami „kratki pełnej”- wtedy te nitki „wyłapujemy'” z całej „kratki”. Tyle zdołałam wyciągnąć wiedzy, po uważnym przyjrzeniu się tego typu haftowi.

Nie próbowałam takiego haftu, nie będę się wymądrzać. Jak spróbuję to napiszę o tym. 

Gotowe poduchy- kolory wyszły niezbyt- złe światło chyba miałam podczas robienia zdjęć. Już je zaanektowała Młoda.

 





Materiały:

Tkanina- kremowa tkanina Geometry.

Nici: mulina DMC-6 nitek, kordonek Maja firmy Ariadna nr 5, kordonek perle nr5 multicolor firmy Anchor.

Igły dedykowane haftowi przewlekanemu.
 

piątek, 31 października 2025

Filcowane dynie.

 


Jedna z nielicznych filcowanek, którą filcuje się szybko i prawie bezproblemowo (głównym problemem jest nie dziubnąć się ostrą igłą w palec).

Wszystko jest tu delikatne, począwszy od pierwotnej „kuli”, na której osnuta jest kolorowa powłoka, po ozdoby. Dynia jest miękka, a jej elementy tylko lekko przyfilcowane igłą.

Zrobiłam je według instrukcji z tego bloga

 https://lincolnshirefenncraftsblog.com/2025/07/10/how-to-make-a-needle-felted-pumpkin-using-art-batts/

 oraz pokazanego w tym samym poście filmu instruktażowego. O dziwo, film ten jest tłumaczony na język polski- chyba przez AI, bo głos monotonny i jakiś dziwny).


Pierwsza dynia- prototyp- jest robiona według instrukcji.

 Tu miałam problem z doborem czesanki- pani, która prowadzi kurs, ma do dyspozycji o wiele więcej materiałów do filcowania, w tym gotową, wielokolorową czesankę z surowej wełny. 

To niewielka część moich zapasów.

 Wprawdzie mam dosyć sporo różnej czesanki, ale takiej akurat nie mam, dlatego posiłkowałam się pasmami czesanki w różnych kolorach, łącząc je w jedno szerokie pasmo. 

 Sposób pokazany w instrukcji- robisz niezbyt twardy kłębek z szorstkiej czesanki, lekko go ugniatasz w kulę, a potem czesanką kolorową owijasz. Pasma wtedy układają się na niej równikowo (dociągasz czesankę ku górze i ku dołowi, by otuliła całą kulę). Następnie owijasz kulę pasemkami tak, by dzieliły ją na ćwiartki (jak w dyni). 

Spód pierwszej dyni.

 Pasemka robiłam z bajecznie kolorowej czesanki, w której były włókna jedwabiu. Aby podczas formowania elementu dyni, pasemka nie zerwały się, musiałam brać wąziutkie pasemka i mocno je skręcać. Takie pasemko składamy na pół , jego środek przyfilcowujemy lekko do środka spodu i potem najpierw jeno przyciągamy do środka góry- lekko przyfilcowujemy, potem z drugim robimy to samo.


 Drugą, z zielonymi paskami działowymi, zrobiłam innym sposobem- położyłam zieloną czesankę w kształcie koła, ale tak, by pasemka rozchodziły się od środka do zewnątrz, na to w taki sam sposób nakładałam delikatne pasemka innych kolorów. Potem całość odwróciłam (zielona na górze), na środek położyłam już uformowany środek dyni, który tą kolorową otoczką owinęłam (końce zewnętrzne są środka- otuliłam ten środek). 

Nadmiar czesanki lekko oderwałam (przy filcowaniu nie używa się nożyczek- generalna zasada). Potem lekko sfilcowałam całość, by się pasemka czesanki nie rozchodziły. W ten sposób wszystkie kolory idą w jednym kierunku (południkowo)- od środka spodu do środka góry, a nie jak w pierwszej dyni- w poprzek (równoleżnikowo). 

Może to jest trudniejszy sposób, ale efekt dyni bardziej naturalny. Zresztą, tu nie chodzi o to, w którą stronę pasemka idą i czy to jest naturalne, to ma być ozdoba i robi się ją według własnej wizji.

W drugiej dyni dałam chyba zbyt dużo kolorów, dlatego pasemka formujące, zrobiłam jednolite- zielone oraz ciut grubsze. 

 Spód drugiej dyni.


Kiedy kładziemy pasemka formujące, należy je lekko przyfilcować igłą do środka spodu dyni, a potem naprężając je tak, by dyni nie zdeformowały, końce przyfilcować w środku góry. Na górze  końcówki można zafilcować, by stały się niewidoczne, można je zostawić. Ja zostawiłam i lekko je postrzępiłam- są puchate.

 Góra drugiej dyni z zielonymi pasemkami

  Środek spodu dyni można potraktować igłą mocniej (pasemka dzielące bardziej się naprężą), wtedy ładnie uformują się poszczególne elementy (cząstki) dyni.

Druga dynia.

 Trzecią dynię zrobiłam  jeszcze inaczej. Najpierw położyłam kolorowe pasemka, tworząc koło (nie należy kłaść całych, długich przekątnych, tylko krótkie pasemka od środka na zewnątrz). Na nie położyłam pasemka jednolitego koloru, które stanowią tło. 
Na to położyłam środek dyni (nie trzeba już odwracać koła, jak przy dyni drugiej)

 Środek dyni zawijamy w kolorową otulinę, na górze należy oderwać nadmiar nitek. I dalej działamy jak w pierwszej i drugiej dyni.


 
Tam, gdzie prześwituje biały środek, można dać cieniutką warstwę kolorowej czesanki i lekko potraktować igłą.

Trzecia dynia.

 Takie miękkie dyńki można łatwo formować, dlatego, jak coś na początku krzywo wychodzi, nie należy się przejmować, bo na samym końcu można poprawić kształt albo lekko igłą, albo po protu rękami.

Ogonki zrobiłam z drucika kreatywnego, owiniętego brązową czesanką.

Jedną dynię, z przeciętnym ozdabianiem, można wykonać w około 30 minut. 

 

Dynie można zdobić na różne sposoby. Dosłownie wszystko, co do głowy przyjdzie, można do ozdobienia użyć. jest tylko jeden warunek- to musi się dać przyfilcować, ewentualnie przyszyć lub przykleić (tej ostatniej metody przy tak miękkich dyniach nie polecam).

 

Przez moment zastanawiałam się, czy nie ozdobić je halloweenowo, ale uznałam, że i tak są bardzo strojne, dlatego ograniczyłam ozdabiane do tych kolorowych loczków.

Materiały:

- różnokolorowa wełna czesankowa

- mieszanka wełny czesankowej z pasmami jedwabiu 

- loczki wełniane, 

- drucik kreatywny

- igła do filcowania- rozmiar średni

- podkładka do filcowania