"Każdy widzi swoją twórczość inaczej, ponieważ pozostawia wiele do własnej wyobraźni." Ray Baptiste

sobota, 21 lipca 2018

Ale to już było....(post przeniesiony- 4 październik 2016)


 To nie jest tak, że teraz nic nie robię. Owszem, coś ciągle jest na warsztacie. Postanowiłam jednak wszystkie posty robótkowe, no prawie wszystkie, przenieść z "Jaskółki" na ten blog. I teraz, po kolei, je tu wstawiam.
 Kiedyś w szmateksie kupiłam dosyć duży kawałek białego, haftowanego w liście papirusu, lekko błyszczącego rypsu. Włożyłam do szafy. Przeleżał chyba dwa lata. Wyjęłam, by uszyć białą bluzkę, taką prostą- materiał złożony w pół, zszyty po bokach (robi się rękawek kimono) wycięty dekolt- gotowe. Coś mnie zniechęciło- odłożyłam do szafy. Rok temu potrzebowałam materiału do haftów. Wyjęłam ryps, pocięłam na kwadraty z myślą, że będą haftowane jaśki. Następnie szukałam sensownych wzorów. Nie znalazłam- odłożyłam kawałki do kredensu. Po jakimś czasie materiał nawinął mi się pod rękę (oczywiście przy intensywnym szukaniu innego) i postanowiłam już go nie dokładać "na potem". Wyszukałam w Necie wzory –powstała seria „ptaków sercowych”.


   
Obrusik. Ma już co najmniej 15 lat. Zaczęłam go haftować, kiedy jedyne wzory do haftu dostępne były w czasopismach. Ten akurat pochodzi z „Anny”. Pamiętam, że najpierw wyhaftowałam kawałek, potem coś szyłam i przy okazji taki niedokończony, obszyłam koronkową wstawką. I to był błąd. Zrobiło się dużo materiału do trzymania podczas haftowania. W dodatku ta wstawka jest ciężka. Pewnie dlatego odłożyłam haft na później i zapomniałam o nim, bądź przekładałam go z miejsca na miejsce. Po jakimś czasie haft został ukończony.

Haft na białym płótnie muliną Ariadna.
Wielkość całego obrusa: 90x90 cm.

wtorek, 17 lipca 2018

Anemony i inne (post przeniesiony- październik 2016r.)


Obiecałam koleżance coś wyhaftować, zatem wyhaftowałam, jako prezent urodzinowy, te dwa wzory. Nitka do nitki i zrobiły się dwie poduchy.


Na pierwszej poduszce wyhaftowałam bardzo oryginalne kwiaty.

Nie mam pojęcia, co to za rośliny. Wyglądają na łąkowo- błotne.
Dół haftu

 Góra haftu

 Cała poduszka
Obramowanie uszyłam z szarego płótna bawełnianego w białe gwiazdy, a haft obszyłam biało- niebieską koronką.

Uzupełniam informację( poszukałam w Necie, co to za roślina i udało się)- kwiaty białe to storczyki  Habenaria radiata- storczyk "Biała czapla"
A pod tym adresem można sobie kupic nasiona tej rośliny
https://shipgratis.eu/seminka-japonske-volavky-habenaria-radiata?gclid=EAIaIQobChMI0eC4zsao3AIVg4bVCh12zQZfEAYYASABEgL-YfD_BwE

Na drugiej poduszce wyhaftowałam anemony i jeszcze jakieś oryginalne dzwonki.
Góra haftu
Dół haftu
 Cała poduszka
Tu także obramowanie poduszki uszyłam z szarego bawełnianego płótna w białe gwiazdy, ale obramowanie hafu jest z koronki w tonacji szaro- różowej.
Oba hafy wykonałam na jasnoszarym płótnie muliną Ariadna. Kolory dobrałam zbliżone.
Wymiar każdej poduszki: 40x40 cm.
Wzory dla chętnych:


 Oryginały


piątek, 13 lipca 2018

Początek

Najpierw miała być poducha haftowana w stylu jakobińskim. To było może cztery lata temu, kiedy tkwiłam jeszcze w szale haftu krzyżykowego. Znalazłam szalony wzór z papagajem, otoczonym wielkimi kwiatami. Całość mocno kolorowa i taka bardziej do dziubdziania kolorkami po parę krzyżyków. Wzięłam kanwę 14ct, skompletowałam nici Ariadna i zabrałam się do haftowania. 

Nie będę opisywała procesu, dość, że po wyhaftowaniu całej papugi przeszła mi ochota na dalsze krzyżyki. Liczenie tych wszystkich krzyżyczków, przy takiej ilości kolorów było mocno wkurzające- ukłon dla pań, które haftują drobnym krzyżykiem całe obrazy, z wszelkimi cieniami, załamaniami kolorów i kolorystycznymi niuansami- toteż stwierdziłam, że ja się do takich zadań nie nadaję. Albo poprzestanę na tym ptaszydle, albo mnie gdzieś w trakcie haftu nagła zaleje. Poza tym, kiedy spojrzałam na całego ptaka zabolały mnie zęby od tych kolorków. Ptasior był obrzydliwy, w tamtym momencie po prostu obrzydliwy. Zwinęłam haft, spakowałam nici do pudełek i postanowiłam spisać na straty coś tak nieudanego. No trudno, we wszystkim zdarzają się lepsze lub mniejsze kiksy. Ptaszydło wylądowało w miejscu, w którym trzymam "rzeczy niedokończone- może kiedyś?". Potem miałam w planie wyhaftować serię ptaszków w ozdobnych "ramkach". Bo ja ciągle miałam nadzieję, że się do tych krzyżyków przekonam. Skończyło się na jednym. 

Wylądował dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ptasior wielki. Nie wiem, jak Wy, ale ja wpadam, od czasu do czasu, w szał porządkowania moich ukochanych szmatek, nici, koralików, wełenek, filcu i co tam jeszcze w przepastnym kredensie drzemie. Wywalam wtedy wszystkie szmatki na podłogę przed kredensem i robię generalny przegląd, co by tu ewentualnie ....Po czym, pełna optymizmu co do moich zamiarów i że teraz to już wiem, i że na pewno zrobię, i że "ale mam pomysłów, a pomysłów", układam wszystko z powrotem do kredensu, zamykam drzwiczki....po czym opada ze mnie cały ten nadmuchany entuzjazm. Biorę się za aktualną robótkę i tak sobie trwam, spokojnie haftując różne rzeczy, do następnego napadu szału robienia porządków i przeglądów.
 Dalej to już wiadomo- wygrzebałam ptaszora i tego mniejszego też. Pokombinowałam na różne strony i wyszło mi, że nic innego tylko poducha crazy musi z tego być. Dobrałam kawałki materiałów, pozszywałam i... stanęłam w martwym punkcie. 

Zero pomysłu, co dalej.. jakie hafty, jakie "szaleństwa" uzupełniające... nic... Jak nic, to co? Zwinęłam i odłożyłam w miejsce cotojużwiadomoicodalejsięwnimdzieje. I tam sobie to coś tkwi, czekając na lepsze czasy.