"Każdy widzi swoją twórczość inaczej, ponieważ pozostawia wiele do własnej wyobraźni." Ray Baptiste

sobota, 7 grudnia 2019

Dzwonek z nerwem w tle.


Na Pintereście znalazłam wykrój, ale nie znalazłam tutka, jak taki dzwonek wykonać. Niby prosto- wykroić, zszyć, ozdobić. Problem w tym, że jest to dzwonek otwarty z dołu i trzeba było jakoś ukryć „lewą” stronę zdobienia. Wedle wszelkich reguł szycia, należało podszyć tę niezbyt elegancką część. W szyciu na maszynie jest to niezbyt skomplikowane- wykrawamy z materiału taki sam wykrój na spód, jak na wierzch, składamy prawymi stronami do siebie, przeszywamy boki, wywracamy na prawą stronę i gotowe. Jednak nie takie numery przy dzwonkach z filcu. Tu należało zrobić tak, by wnętrze dzwonka było także „prawą” stroną. Wykroiłam drugi taki sam dzwonek, zszyłam, włożyłam lewą stroną do lewej strony już ozdobionej części. Figa- wewnętrzny dzwonek wystawał o dobre pół centymetra za krawędź wierzchniego. Gdybym przycięła ten nadmiar, obwód zmniejszyłby mi się i zabrakłoby go przy zszywaniu z wierzchnią częścią. Przycięłam wewnętrzny dzwonek od góry, włożyłam- jeszcze wystawał. Przycinałam tak długo, aż wewnętrzna część elegancko wskoczyła w zewnętrzną, a brzegi były równe. Zszyłam je, dokończyłam ozdabianie góry dzwonka i doszyłam chwosty.
Tak wygląda gotowiec- sznureczek położyłam na półce i przycisnęłam wazonem- dzwonek zwisa sobie swobodnie na regale. Wielki, tłusty filcok:)
 
Doszłam do wniosku, że trzeba zrobić wykrój części spodniej taki, by brzegi dołu dzwonka były równe, a góra kielicha krótsza i węższa. W każdym razie nie może to być drugi taki sam dzwonek jako część wewnętrzna. 
Tak wygląda spód dzwonka, czyli ta część, która mnie tak wkurzała przy montowaniu i szyciu.
Zastanawiam się również, czy do uszycia wewnętrznego kielicha nie użyć cieńszego materiału zamiast filcu. Może dzwonek układałby się lepiej, bo nie byłby taki puchaty i sztywny? Materiał musiałby być z tych nie strzępiących się, by ładnie prezentował się jego brzeg, zszyty z brzegiem filcu (podgięcie materiału mogłoby nie wyjść ładnie i zrobiłoby niepotrzebne pogrubienie linii brzegu). A może należy po prostu użyć filcu 1 milimetrowego? Ale ten, z kolei, jest dosyć twardy i szorstki- nie prezentuje się tak ładnie jak filc grubszy.
Boki dzwonka, ozdobione pasmanteryjnymi różyczkami i masą koralików

Góra dzwonka- nie jest taka "wygryziona, jak na zdjęciu ( pewnie jakiś cień takie użarcie spowodował)= jest równa:)

Teraz widzę, że na brzegu widać jeszcze fioletowy znikopis.
 Różyczki i koraliki przyszywałam nicią monofilową. Z tą nicią to jest czasem niezła heca- a to ucieka z igły (od pewnego czasu szyję nicią podwójną i nie mam juz tego problemu), a to jedna nitka gdzieś zahaczy o koralik, a ponieważ jej nie widać, to po przyszyciu kilku koralików (drugą nitką) nagle nić się ujawnia, bo odstaje od materiału. No i co teraz? Przyszywam jeszcze raz koralik porządnie, a wystającą nić ucinam. Dlatego po przyszyciu koralika zawsze sprawdzam, czy obie nici są równe i czy gdzieś nie jest pojedyncza zahaczona. Jest to czasochłonne i mozolne, ale unikam opisanych błędów.
Chwosty zrobiłam metodą tradycyjną, nawijając wełenkę na tekturkę. To wełenka do robienia na drutach ubranek dziecięcych- jakaś "baby" w nazwie.Koraliki przy chwostach daję, by je trochę obciążyć no i dla ozdoby.
Materiały:
- kremowy filc 2 milimetrowy
- koraliki,
- wełna na chwosty,
- pasmanteryjne różyczki,
- nić monofilowa,
- nieć do zszywania elementów- ja używam podwójnej nitki muliny w kolorze materiału.
Wielkość dzwonka: wysokość- 7 centymetrów; przekątna na spodzie kielicha- 10 centymetrów.
Przyznam, że momentami szycie tego dzwonka doprowadzało mnie do tzw. szewskiej pasji. Jak ten spód nie chciał się dopasować, tak nie chciał.  W dodatku przycinane w nim szwy nadpruwały się i trzeba było ciągle je poprawiać. Góra- kółeczko z filcu ozdobione koralikami też jest ciut mała. Może przy następnym wymyślę coś innego. Taka „czapeczka” musi być, by przykryć schodzące się na czubku dzwonka szwy. Niby są proste, niby mogło by tak zostać, ale jakoś tak to wyglądało niedokończone.
No i teraz widzę, że na zdjęciach szwy wyglądają byle jak, ale zapewniam Was, że w realu wcale tak to źle nie wygląda. To tak działa zbliżenie. Podobnie jak na naszych twarzach- patrzysz w lustro- widzisz parę zmarszczek, dasz lusterko powiększające i widzisz…. pomarszczonego upiora. Ale jak nie przybliżę, to nie pokażę detalu w pracy. Ot i taki to paradoks.

Wykrój dzwonka
 

6 komentarzy:

  1. Podziwiam Twoją cierpliwość! Bardzo mi się podobają takie szyte/haftowane drobiazgi, ale nie mam zdrowia do ich tworzenia. Czasem próbuję, ale najbardziej daje mi w kość szycie tych maleństw, a już jak trzeba samemu pokombinować z konstrukcją, to całkiem odpuszczam. Hafciki owszem, ale szyć to ja wolę hektary tkanin, jakieś pokrowce na fotele a nawet sobie kieckę czasem. Tak więc całkiem szczerze - jestem dla Ciebie pełna podziwu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Szycie mnie też kręci. Kiedyś szyłam sobie różne ciuchy. Teraz figura trochę się spsiła, dlatego co trudniejsze odpuszczam, ale jakieś kimonowe, proste bluzki, no i takie domowe przeszywki, poduchy, pokrowce itp. Lubię eksperymentować z takimi bzdurkami. W większości do finału dochodzę metodą prób i błędów, bo nawet jak są tutoriale, to w języku obcym. No i ciągle brakuje w Polsce fajnych materiałów do szycia takich drobiazgów- tasiemek, koralików, drucików, tkanin- niby dużo tego, a jednak nie zawsze jest to, co najbardziej pasuje. Teraz haftuje "truskawę" do ko0lekcji i zrobiłam nowe biscornu:)A w kolejce czeka niedokończony haft koguta.

      Usuń
  2. Już dawno zauważyłam, że robienie różnych miniatur jest straszliwe czasochłonne i wcale nie proste. No i fakt - nie ma w naszych sklepach "składników" do tego typu ozdóbek.
    No ale dzwoneczek ładnie wyszedł, choć się przy nim narobiłaś i pewnie nieco nazłościłaś. Bo mnie to zawsze złość dopada gdy mi coś nie wychodzi.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dzwonki na Pinterescie, kiedy im się dokładnie przyjrzałam, nie mają wszytego, maskującego środka. Po prostu nitki wewnątrz trochę widać. Myślę, że w innych krajach jest zupełnie inne podejście do rękodzieła- to jest ręczna praca i "może być niedoskonała" do pewnego momentu ( nie mówię o pracach niechlujnych). U nas wszystko musi być tip=top, bo inaczej "nie jest tak precyzyjne" jak chińskie" czyli jest do d,,,,. Dlatego udzieliło mi się to szaleństwo "krycia' za wszelką cenę czegoś, co jest naturalne. Następny dzwonek, bo taki będzie, spróbuję zrobić bez tego środka.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.